„Najpiękniejsze sceny miłosne…- mój wybór, cz.1”

Dzisiejszy tytuł może wskazywać na trochę inną treść, jednak niekoniecznie muszę zaraz przejść do scen jakich można by po nim oczekiwać. Zacznę więc nietypowo, ale zacznę od spraw naprawdę ważnych. Otóż miłość kobiety i mężczyzny ma wiele wymiarów. Tylko wtedy jest głęboka. Tylko wtedy jest prawdziwa.

Życie niesie z sobą różne żywioły……i trzeba się z nimi zmierzyć. Piękne jest to, że bez względu na wiek – pewne cechy pozostają niezmienne. Czas mija i zmieniamy się fizycznie, jednak nasze podstawy – to, z czego sami się zbudowaliśmy w młodości – niesiemy przez życie zawsze.

Są takie chińskie baśnie filmowe, które bardzo lubię. W jednej z nich („Hero”) jest scena, która wyjątkowo mnie wzrusza. Oglądam ją czasem wieczorem. Do tego ta niezwykła muzyka….

Otóż Ona („Śnieżna Zamieć”) chce stawić czoła niezliczonej armii łuczników Qin. Chce bronić klasztoru, w którym od wieków mnisi w spokoju oddają się sztuce kaligrafii. To ich rodzaj medytacji. Pojawia się On („Bezimienny”) i nie zamierza pozostawić jej w tej walce samej. Nie pozwoli jej zginąć. Razem z nią chce zmierzyć się z przepotężną armią.

– Odejdź – mówi Ona

– Sama ich nie pokonasz – mówi On

Ona wie, że on jej nie zostawi….. i wypadają oboje przez drzwi….na spotkanie śmierci…..

Dwoje desperatów zamierza walczyć ze sztormem tysięcy strzał. Szanse wydają się żadne….jednak to robią…..Czy to nie przypomina sytuacji rodziców, którzy walczą o swoje chore dzieci ? Czy to nie przypomina sytuacji małżeństwa, które walczy z przeciwnościami losu, z nieszczęściami ? Nie wszyscy młodzi ludzie mają w życiu łatwo. Na ślubnym kobiercu wszystko jest piękne…..a potem przychodzi życie…..i trudy……i walka…..Czy jeśli przeciwnik jest nieporównywalnie silniejszy – będziesz walczył czy uciekniesz? Czy będziesz walczyć ze złem, nawet wtedy kiedy wynik wydaje się przesądzony ? Oni walczą razem, ramię w ramię – obok siebie. On jej nie zostawi samej, a ona nie zostawi jego.

Tymczasem wracając do „Śnieżnej zamieci” i „Bezimiennego” – Ona i On….wychodzą naprzeciw złu….jak to się zakończy – już poniżej:

Kiedyś, siedząc późno wieczorem w nieistniejącym już (fajnym) lokalu „Górna półka” w Ustroniu, słyszałem rozmowę trzech nauczycielek – które siedziały obok. Jedna z nich mówiła o tym, że zrobiła podstawowy kurs rehabilitacji dla dzieci i jeździ do jednej matki z małym dzieckiem. Ta dziewczyna była sama z tym dzieciątkiem. Miała w pokoju tak mało miejsca, że musiała przesuwać meble, żeby rozłożyć niewielki kocyk na podłodze, gdzie miała odbyć się rehabilitacja. Nie straciła wiary. Próbowała dalej……Nauczycielce, która o tym opowiadała – łamał się głos. Siedziałem obok i widziałem tę scenę jak żywą. Takie oto rzeczy słyszy się czasem przy wieczornym wyjściu do lokalu. To jest ten rodzaj walki, o którym tutaj mówię. Ta dziewczyna potrzebowała wsparcia…..nie tylko nauczycielki, ale kogoś silnego,…..obok……na co dzień……

Prawdziwe uczucia widać dopiero wtedy, gdy znika blichtr, gdy traci się wszystko, gdy nikt nikogo nie udaje, gdy nie ma się nic do stracenia. Poniżej dwie inne sceny – trochę lżejszego gatunku. Pierwsza to scena z innego chińskiego filmu, jaki bardzo lubię „Przyczajony tygrys, ukryty smok”. Film obfituje w piękne sceny. Jeśli chodzi o te miłosne – to tutaj mamy dwa równoległe wątki – ludzi w różnym wieku. Pierwszy to miłość Jen (młodej księżniczki) i Lo (pustynnego rozbujnika). Drugi to miłość mistrza Li Mu Bai oraz wojowniczki Yu. W tym drugim przypadku to para starszych ludzi, którzy całe życie szli innymi drogami i dopiero po latach dotarli do siebie. Obie miłości mają bardzo trudną drogę. Ta pierwsza – to droga młodziutkiej i niezwykle nieposkromionej Jen, która zaprzeczając swojej naturze – ma wyjść za mąż, za kogoś kogo nie kocha. Lo nie może się z tym pogodzić. Chce zabrać ją na pustynię – tam, gdzie już raz ją porwał. Nie ma nic, oprócz wiatru, słońca i niepewności jutra. Jednak kocha ją całym sobą i wie, że ona też nie jest przeznaczona życiu na dworze….., że podobnie jak on – jest dzika i wolna. Walczy o nią z całym światem. Poniżej scena, w której się poznają, kiedy prowokacyjnie kradnie jej grzebień po ataku na królewski konwój, w którym ona jedzie. Oj trudna była ich droga do siebie. Jednak przeznaczenia nie da się oszukać 🙂 Tak oto się poznali. Odwaga w kobietach – zawsze mi imponowała…

No i scena, w której Lo rozpieprza wesele – uwielbiam ją „Wracaj ze mną na pustynię – woła do niej”…

https://www.youtube.com/watch?v=t5hdnjmePJU

Teraz o miłości ludzi dojrzałych w tym filmie……”Some Tea”….. czasem jestem takim trochę mnichem – dlatego tak ją lubię 🙂 Siedzą przy mojej ulubionej zielonej herbacie i rozmawiają dojrzale o sprawach najważniejszych….zbyt wiele czasu zmarnowali bez siebie…teraz to rozumieją.

I inna, w której Li Mu Bai mówi:

– Został mi tylko jeden oddech

No i na koniec teledysk – z pięknym video i pięknym tekstem. Tak właśnie wyobrażam sobie prawdziwą miłość – gotową na stratę wszystkiego, w każdej chwili…mając siebie – zawsze. Takie historie mogą się zdarzyć wszędzie. Tu nie trzeba blichtru, samochodów, wielkich domów, wykwintnych kolacji, wielkich podróży. Wystarczy miłość, wolność i wieczna dzikość serc ……… takich jak tych dwoje. No jak On mógłby o niej zapomnieć – NIGDY !!! – tu jest wszystko, zupełnie wszystko….Cudowny teledysk….Dobranoc 🙂