Odkryłem dzisiaj podczas śniadania w hotelu, że ludzie są mi szczerze wdzięczni za bardzo proste gesty…Za uśmiech, serdeczność.. Czasem po prostu zauważenie ich i pamiętanie o tym, co zamówili np. wczoraj,…. albo czy nie chcą jeszcze trochę kawy…. Ot tak – za te proste ludzkie i naturalne gesty.
Uśmiechają się do mnie i widzę ich prawdziwą, niekłamaną życzliwość. Dajemy ją sobie zresztą nawzajem. Jakbym dawał im jakiś rodzaj wewnętrznego spokoju i zadowolenia. A może nawet przyjemności. Nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi… nie odkryłem tego jeszcze, za krótko tu pracuję…. ale takie odnoszę wrażenie. Wiem też, że i mnie sprawia to wielką satysfakcję. Kiedy żegnając ich mówię „Życzę miłego dnia”,….. to mówię to całym sobą. I oni to na serio czują. I ja też tego sobie samemu życzę.. ?
W tej mojej małej, niepozornej pracy odnajduję to, co jest dla mnie naprawdę najważniejsze – a mianowicie kontaktach z drugim człowiekiem. A nam tych kontaktów bardzo dużo. Każdy dzień jest tutaj zupełnie inny i całkowicie nieprzewidywalny.
Odkryłem, że choć pozornie nie mam nic – to w praktyce mam bardzo wiele. Dzielę się więc tym, co mam…. – sobą, swoim spokojem i przyrodzoną mi beztroską ?
Pewna koleżanka z mojej ostatniej pracy powiedziała mi kiedy odchodziłem – coś, czego nie da się zapomnieć… bo były to najpiękniejsze słowa jakie słyszałem na temat mojej pracy.
Powiedziała mianowicie:
– Jarek, ja już teraz zazdroszczę ludziom, z którymi kiedyś będziesz pracować..
Jak to jest? Ktoś robi ci najpierw w życiu wielką przykrość, a nawet zmienia bieg twojego życia… a potem ktoś inny powie ci coś takiego, co nadaje wszystkiemu jeszcze głębszy sens….
Doszedłem więc dziś rano do wniosku, że chce wykonywać nowy zawód, a nazwę go „Wprawiacz w dobry nastrój”.
W tym właśnie chcę się specjalizować. Jutro znowu będę to robić… z gośćmi, z pracownikami… i wszystkimi, których spotkam.
Dziś Nigel był na zmywaku prawdziwym mistrzem świata. Manuel z Włoch zrobił spaghetti, jakiego w tym hotelu jeszcze nie jadłem… A młody Ben pracował ze mną całą dniówkę ostro ramię w ramię. Nawet troszczył się o to, żebym sobie zrobił przerwę. A wczoraj inny Ben przyszedł do mnie z kubkiem Lavazzy. Wiedziałem, że chce mi w ten sposób podziękować za dobrą dniówkę. I to było piękne…. Serio.
Powiedziałem im o tym wszystkim… każdemu z osobna. Powiedziałem o tym jaka robią pracę. Bo była to zresztą najszczersza prawda.
A potem niespodziewanie. pod koniec dniówki podszedł do mnie menadżer,… starszy gość. Jest chyba legendą tego hotelu.. Podał mi żółwika z pieści… i podziękował za dobrą pracę.
Zauważyłem więc , zupełnie nieoczekiwanie, że ludzie tego właśnie ode mnie chcą….. Dawania im dobrej aury. A ja zamierzam im to dawać.
Tak więc to kolejna specjalizacja, jaką przychodzi mi robić w moim skomplikowanym życiu. I czuję, że to naprawdę ma wielki sens.
Od rana o tym myślę… i patrzę na to piękne słońce ponad Kanałem La Manche – z okien naszej hotelowej restauracji….
Jarek

