Ustroń – moje małe Saint Tropez…

 Czasem ktoś pyta – dlaczego wybraliśmy na miejsce do życia właśnie Ustroń ?

W pewnym momencie odpowiedź stała się wręcz oczywista. Nie było tak jednak od razu.

Mieszkaliśmy wcześniej w różnych miejscach, z zagranicą włącznie. W Polsce, od kiedy pamiętam podróżowaliśmy często w poszukiwaniu dobrego miejsca do życia. Zjeździliśmy dużą część kraju. Nasze polskie morze przejechaliśmy kilka razy od wschodu na zachód,…… zatrzymując się gdzie tylko wydawało nam się ciekawiej. Tych przymiarek była naprawdę wielka ilość. To samo dotyczy gór i większych polskich miast.

Pewnego popołudnia w Ustroniu, w kawiarni Chopin (dziś „Smakownia”) – rozmawialiśmy z Iwoną o różnych sprawach…. I w pewnym momencie padły słowa:
– A może po prostu tu? Tu jest wszystko, czego potrzeba do szczęścia. Tu jeździliśmy jeszcze przed ślubem…. I tu jeździliśmy z malutkim Arturem. To miejsce jest dla nas.

Porozumienie było natychmiastowe. I to po tylu latach poszukiwań. To było jak olśnienie.

To była jedna z najlepszych decyzji w naszym życiu,…. a każdy spędzony tutaj dzień tylko to potwierdzał.

Małe, urocze, bardzo czyste miasteczko, w którym można zdrowo i spokojnie żyć. Jest blisko aglomeracji Śląska, gdzie mamy rodziny. Jest dobrze skomunikowane szybkimi drogami i koleją. Ludzie z całej Polski przyjeżdżają tu, żeby odpocząć, żeby się leczyć. To miasto-uzdrowisko, gdzie nie powstanie ciężki przemysł. I co ważne, ludzie przyjeżdżają tu, przywożąc z sobą to, co najlepsze – dobry nastrój – najlepszą wersję samych siebie. I to się udziela. To jest naprawdę w powietrzu.

Można powiedzieć, że Ustroń to kraina wiecznej niedzieli. Tu czas płynie leniwie…… chyba od zawsze. Miejscowi mieszkańcy są życzliwi i wyluzowani. 

Jest tu mnóstwo terenów spacerowych – a my lubimy spacery. Spędzamy na nich dużo czasu. Jest tu niesamowicie o każdej porze roku. Przewidywaliśmy, że miasto może się tylko coraz bardziej rozwijać. I nie pomyliliśmy się. Z roku na rok cały czas rodzi się coś nowego i dobrego.

Tu o każdej porze roku coś ciekawego się dzieje. Ilość imprez, koncertów, czy innych wydarzeń jest naprawdę duża. Przyjeżdżają tu aktorzy i artyści. Tu w łazience słyszymy to, co dzieje się na rynku, bo mieszkamy od niego minutę. pieszo.

Tu z salonu słyszymy amfiteatr. Nie trzeba nawet wychodzić. Można jeść spokojnie obiad.

…. No i chciałem napisać o Ustroniu jakiś raczej krótki i raczej niebanalny tekst. Wychodzi mi natomiast (już teraz to widzę) raczej długi i chyba banalny. No cóż,…. Nie jest mi tak łatwo napisać o miejscu, w którym mieszkamy już 13 lat i cieszymy się każdym dniem.

Brzmi to niesamowicie, w przypadku takiego człowieka jak ja, który tak wiele zmienia. Każdy dzień, przez te 13 lat – warty jest opisania.

W samym Ustroniu jest to już nasze trzecie mieszkanie. Jest najlepsze. Tylko w nim mieszkamy już 8 lat.

Cieszę się każdym porankiem tutaj, każdym południem, wieczorem… nocą. Odnalazłem tu siebie…..wszystko to, czego mi potrzeba do szczęśliwego życia.

Osobnym tematem są ustrońskie kawiarnie, w których wypiliśmy hektolitry kawy i przesiedzieliśmy niezliczoną ilość godzin – na rozmowach i marzeniach.

Kiedy w taki sierpniowy poranek, jak dziś – idę w budzące się miasteczko, kiedy dobre słońce wydobywa wszystkie możliwe kolory z kwiatów w ogrodach, kiedy pierwsi spacerowicze pojawiają się na alejach a czerwone róże są tak intensywne w swej barwie……to chciałbym zatrzymać czas.

Kawiarenki się otwierają.

Ktoś idzie ze świeżym pieczywem,

Ktoś wraca z targowiska z warzywami.

Szachiści porozkładali dziś chyba ze sto szachowych plansz.

Mamy wielkie święto. Światowy arcymistrz – Anatolij Karpow jest u nas w tych dniach. Jeden z moich bogów szachów, z młodzieńczych lat. I kto by pomyślał, że kiedyś tak się stanie? To jest możliwe chyba tylko tutaj.

Wczoraj amfiteatr bawił się do późna w noc,….. a wtedy słychać go w całej dolinie.

Wdycham to świeże, poranne powietrze, idąc niespiesznie do piekarni. Na szerokich, zielonych bulwarach, wzdłuż rzeki Wisły – będą plażować jak co dzień turyści. Będzie muzyka w lokalach…. i dzieci będą radośnie jeździć na małych rowerkach, no i szaleć na placach zabaw. W ogrodach i na tarasach będą się kąpać w składanych basenach. Będą wspominać potem te piękne chwile lata, jak ja wspominam te, kiedy dziadek napełnił nam wodą wielką, żeliwną wannę – na tarasie w ogródku. Woda się nagrzała dobrze i cudnie się w niej pluskało.

Taras był wysoko, więc widać było z niego dużo wokół . Takich chwil się nie zapomina. Chwała tym, którzy nam je stworzyli. Nawet nie mieli pojęcia, jakie to dla nas dobre wspomnienia. Z takimi idziemy przez życie i potem chcemy robić podobnie dla naszych maluchów. 

Zresztą…. O czym ja tu piszę?
Dość.

Chętnie bym opisał ten ogrom pięknych chwil, jakie tu spędziliśmy i mam nadzieję jeszcze spędzimy, ale na dziś już za dużo tego. Musiałbym napisać raczej grube księgi, w kilku tomach.
Może jeszcze kiedyś tak zrobię ?.

——–

Słucham teraz nocnych,  letnich świerszczy za oknem. Ludzie w ogrodach i w swoich otwartych altankach – biesiadują radośnie. To dopiero sobota. Jutro można pospać dłużej…… Zresztą, kto się tu spieszy ?

Od wczoraj bawi mnie pewien film, jaki znalazłem na you tube. Siedząc w Ustrońskiej kawiarni mam odczucia, jak z tamtych stron. Choć pozornie są zupełnie inne. I tu i tam jest coś dobrego…, co trudno mi wytłumaczyć. Ten sam niedzielny i beztrosko – łagodny klimat. To jedynie kwestia wyobraźni, żeby przenieść się w jednej sekundzie tam, a potem, po letnim spacerze w Saint Tropez – znowu przenieść się tu, do Ustronia. To naprawdę tylko odpowiednio silna wyobraźnia.

Film jest kręcony kamerą zamocowaną na głowie twórcy tego materiału, dzięki czemu jest bardzo naturalny. Najpiękniejsze są sceny z zatoki (tak w połowie filmu), bo sporo jest ujęć z bocznych uliczek. Mnie urzekają tamtejsze plaże, małe lokale i zatoczki. A przede wszystkim radośni ludzie. Francuzi potrafią cieszyć się życiem. Nie tylko oni zresztą. Ale i tu w Polsce dużo się zmienia na lepsze ?. Jutro kończą mi się wakacje. Dobrze upłynął ten czas.