
The title of this article is provocative but contains a grain of truth. The present is not a point in time – it is more of a segment of time for us. And this is the episode that we define for ourselves.
The line that separates the past from the future in the figure below may be infinitely thin – so it cannot be grasped by human senses, nor by the most perfect devices we can invent. Each of the smallest units of time can be further infinitely divided.

So everything is either the past – or the future. The present exists purely theoretically. What we experience is a certain period of time, including the past and the future.
I am playing with the concept of time a bit …… The present may be difficult to grasp in a physical sense, but it certainly exists in a psychological sense. And I just want to talk about it further.
Everything that was – still exists in our memory and we can recall it consciously. It has not passed …… is up to us. Good experiences can be evoked and bad ones can be quenched. This is essential. Good experiences are invaluable. This is our lifetime achievement. We build a good future on it.
I am convinced that the negation of the past as something that no longer exists – leads to personality problems (even if it seems to be the opposite).
People who deny the past by nature – they are also bitter most of the time, complain … etc. They forgot that life was beautiful in the first place. They forget about the good past. They focus only on the fact that they are suffering now, or vice versa – that they are now experiencing some kind of pleasure, fun. In short, they only focus on temporary matters. They are carried away unknowingly by the wind of time. They are emotionally unstable.
Meanwhile, note that cheerful people – often do the opposite. They remember the good past very often and have good ideas about the future. They don’t necessarily plan it in detail – they just believe it will be good. It’s enough. This keeps them mentally healthy in more difficult moments. Then they reach for energy resources from the more distant past, or they look more into the future. I believe that there is nothing unhealthy about it.
I think you can sense that I am not thinking here of being constantly in the past or in dreams – absolutely not. For me, the past is just as important as the present and the future. They go smoothly into each other.
Past experiences are our „intellectual wealth” that we accumulate throughout our lives. The good ones, of course. The bad ones, although they should be put out – have the value of a lesson, which should be done well and briefly – and then remember the result. Then move on to extinguishing that experience.
By recalling good experiences – we are able to survive the most difficult moments, because we know that our life had a deep meaning.
As for the future – over the years of my life I have learned one simple rule that I sometimes repeat to myself. I put it in the words „Just focus on the next step”. I don’t think too much ahead. Probably many people would criticize me for that. I think that people who have big plans for life – they think completely different. I know what my course is. It’s enough for me. I may not achieve much materially, but I am gaining priceless peace of mind …
About 8 years ago I liked to say very often – „Do what you can – you will not do more. But what you can – do the best you can”. I made a saying like that and often said it to different people. Those who know me from that period – maybe they still remember it?
Why did I keep repeating it? Because I believed it myself, and it worked. Because I was telling myself that too.
Incoming events should be accepted and focused only on those we have some influence on, and ignored what we have no influence on. It brings peace to man.
…
Coming back to the essence – I have encountered many times, repeated like a mantra, the statement that there is only the present. The past is no more, but the future is not there yet. Added to this were: „Enjoy the present moment”, or „Be here and now”, „Be present”, „Be mindful”, „Practice mindfulness because this is the way to happiness”, etc.
I do not deny the achievements of people who proclaim this view. However, it always seemed to be untrue to me … unnatural, contrary to my personal experience.
Already in school, I testified to this through frequent mental absences from classes. I was, so to speak, the contradiction of what the English call the „mind present”.
For example, I was able to get a few failures in a row for lack of attention in class. It was like that in high school, in the beginning. Then I had to correct these grades. And so, during only one lesson in electrical engineering, I once received 2, 2, 2 in a row. The teacher, more and more irritated with my behavior, hoped each time that I would „come back to earth”. In 2 months I made it 5, 5, 5. This gave me an average of 21/6 = 3.5, …… which is OK.
One day I decided to stop hurting my parents anymore – and changed my approach. Nevertheless, it shows – how a real example of setting beyond the present I was able to become. I had to learn to control my imagination.
It took me a while to get control of this. It was different from the second grade. Well, since I learned to walk at the age of 15 (I was bending and rocking), and I learn to breathe at the age of 50 – then controlling presence was only one of a few milestones in my development.
So I was often either lost in memories or in dreams. Then I jumped to the present again. These jumps took place very often.
Then everyone was happy ….. but have I changed that much?
Now, in my 50’s, I tend to wander again. This time, however, I do it in a controlled manner. It’s like a state of self-hypnosis that I’m entering – to ask a deep question, or to experience it again …… and „come back”. It is quite possible that this is some kind of meditation. Maybe I have always been meditating, and I don’t even know it?
So finally – is it not important what world we want to live in and what we even invent for our own happiness – more than what world we live in in an objective sense? Ultimately, I think so. If it makes us happier – why „come down to earth”?
Never say that the past no longer exists – never say that of a good past.
That’s why, among other things, I like Cameron’s „Titanic” so much. At the end of the movie, time goes backwards. Everything goes back to the time we start dinner in the ballroom. Everybody is happy.
…… Where you are currently depends only on you ……
I remember once the Dalai Lama, in an interview, said:
– My body is sitting here drinking tea … but where am I?
And he laughed out loud to himself …
***
POLSKI 🇵🇱
Tytuł tego artykułu jest prowokacyjny, ale zawiera ziarno prawdy. Teraźniejszość nie jest punktem w czasie – jest dla nas bardziej odcinkiem czasu. I to odcinkiem, jaki sobie sami określimy.
Linia, która na poniższym rysunku dzieli przeszłość od przyszłości może być nieskończenie cienka – tak więc nie do objęcia przez ludzkie zmysły, ani też przez najdoskonalsze urządzenia, jakie wymyślimy. Każdą z najmniejszych jednostek czasu – można dalej nieskończenie dzielić.

Więc wszystko jest albo przeszłością – albo przyszłością. Teraźniejszość istnieje czysto teoretycznie. To, czego doznajemy – to pewien przedział czasu, obejmujący przeszłość i przyszłość.
Trochę bawię się pojęciem czasu…… Teraźniejszość może w sensie fizycznym jest trudna do ujęcia, jednak istnieje z pewnością w sensie psychologicznym. I o tym jedynie chcę mówić dalej.
Wszystko, co było – istnieje dalej w naszej pamięci i możemy to przywoływać w sposób świadomy. To nie minęło……zależy od nas. Można przywoływać dobre doznania i wygaszać złe. To ma istotne znaczenie. Dobre doznania stanowią bezcenną wartość. To nasz życiowy dorobek. To na nim budujemy dobrą przyszłość.
Jestem wręcz przekonany co do tego, że negacja przeszłości, jako czegoś co już nie istnieje – prowadzi do problemów osobowości (a pozornie wydaje się, że jest odwrotnie).
Ludzie z natury negujący przeszłość – są także przez większość czasu zgorzkniali., narzekają,…itd. Zapomnieli, że życie było przede wszystkim piękne. Zapominają o dobrej przeszłości. Skupiają się tylko na tym, że teraz np. cierpią, albo odwrotnie – że teraz przeżywają jakiś rodzaj przyjemności, zabawy. Krótko mówiąc – skupiają się jedynie na sprawach chwilowych. Są porywani bezwiednie przez wiatr czasu. Cechuje ich chwiejność emocjonalna.
Tymczasem, zauważ że ludzie pogodni – postępują często odwrotnie. Wspominają dobrą przeszłość bardzo często oraz mają dobre wyobrażenia dotyczące przyszłości. Niekoniecznie muszą ją planować w szczegółach – po prostu wierzą, że będzie dobra. To wystarczy. To utrzymuje ich w zdrowiu psychicznym w momentach trudniejszych. Sięgają wówczas do zasobów energetycznych z bardziej odległej przeszłości, lub wybiegają bardziej w przyszłość, Uważam, że nie ma w tym nic niezdrowego.
Myślę, że wyczuwasz to, że wcale nie myślę tutaj o bezustannym byciu w przeszłości, albo w marzeniach – absolutnie nie. Dla mnie po prostu przeszłość jest tak samo ważna jak teraźniejszość i przyszłość. One płynnie w siebie przechodzą.
Doznania z przeszłości są naszym „intelektualnym majątkiem”, jaki zbieramy w ciągu życia. Te dobre, w sposób oczywisty. Te złe, choć powinny zostać wygaszane – mają jednak wartość lekcji, którą należy dobrze i krótko odrobić – a potem zapamiętać wynik. Następnie przejść do wygaszania tego doświadczenia.
Przywołując dobre doznania – jesteśmy w stanie przetrwać najtrudniejsze chwile, ponieważ wiemy, że nasze życie miało głęboki sens.
Co do przyszłości – to w ciągu lat życia nauczyłem się jednej prostej zasady, którą czasem sobie powtarzam. Ujmuję to w słowach „Skup się jedynie na następnym kroku”. Nie myślę za bardzo do przodu. Pewnie wiele osób skrytykowałoby mnie za to. Myślę, że osoby mające wielkie plany na życie – myślą zupełnie inaczej. Ja wiem, jaki mam kurs. To mi wystarcza. Może nie osiągam wiele materialnie, ale osiągam bezcenny spokój umysłu…
Jakieś 8 lat temu lubiłem powtarzać bardzo często – „Zrób, co możesz – więcej i tak nie zrobisz. Ale to, co możesz – zrób najlepiej, jak możesz”. Ułożyłem sobie takie powiedzenie i często mówiłem je różnym osobom. Ci, którzy znają mnie z tego okresu – może to jeszcze pamiętają ?
A dlaczego to powtarzałem ? Bo sam w to wierzyłem i to działało. Bo powtarzałem to także samemu sobie.
Przychodzące zdarzenia należy przyjąć i skupić się wyłącznie na tych, na które mamy jakiś wpływ, oraz ignorować to – na co wpływu nie mamy. To przynosi człowiekowi spokój.
…
Wracając do istoty – spotkałem się wielokrotnie z powtarzanym jak mantra twierdzeniem, że istnieje tylko teraźniejszość. Przeszłości – już nie ma, natomiast przyszłości jeszcze nie ma. Dodawano do tego: „Ciesz się chwilą obecną”, albo „Bądź tu i teraz”, „Bądź obecny”, „Bądź uważny”, „Ćwicz uważność, ponieważ to jest droga do szczęścia” itp.
Nie neguję dorobku osób, głoszących ten pogląd. Mnie natomiast wydawał się on zawsze nieprawdziwy….nienaturalny, sprzeczny z moim osobistym doświadczeniem.
Już w szkole zresztą dawałem temu świadectwo, poprzez częstą mentalną nieobecność na zajęciach. Byłem można powiedzieć zaprzeczeniem tego, co Anglicy nazywają „Mind present”.
Byłem w stanie np. dostać z rzędu kilka ocen niedostatecznych – za brak uwagi na zajęciach. Tak było jeszcze w szkole średniej, na początku. Potem musiałem poprawiać te oceny. I tak na jednej tylko lekcji z elektrotechniki otrzymałem kiedyś pod rząd 2, 2, 2. Coraz bardziej poirytowana moim zachowaniem nauczycielka, za każdym razem miała nadzieję, że wreszcie „wrócę na ziemię”. Za 2 miesiące zrobiłem z tego 5, 5, 5. To dało mi średnią 21/6=3,5,…… czyli OK.
Pewnego dnia postanowiłem przestać już robić przykrość moim rodzicom – i zmieniłem podejście. Nie mniej, to pokazuje – jak realnym przykładem osadzenia poza teraźniejszością potrafiłem się stawać. Musiałem się uczyć panować nad wyobraźnią.
Przejęcie kontroli nad tym zajęło mi trochę czasu. Od drugiej klasy było już inaczej. No ale, skoro chodzić nauczyłem się w wieku lat 15 (chodziłem pochylony i rozkołysany), a oddychać uczę się w wieku lat 50 – to zapanowanie wtedy nad obecnością, było tylko jednym z kilku kroków milowych mojego rozwoju.
Byłem więc często, albo pogrążony we wspomnieniach, albo w marzeniach. Potem znowu przeskakiwałem do teraźniejszości. Te przeskoki odbywały się bardzo często.
Potem wszyscy byli już zadowoleni,….. ale czy ja się aż tak bardzo zmieniłem ?
Teraz, po 50-ce znowu mam tendencje do wędrówek mentalnych. Tym razem jednak robię to w sposób kontrolowany. To jak stan autohipnozy, w który wchodzę – aby zadać głęboko pytanie, albo przeżyć to raz jeszcze ……i „wrócić”. Całkiem możliwe, że jest to jakiś rodzaj medytacji. Może od zawsze medytuję, a nawet tego nie wiem ?
Tak ostatecznie już – to czy nie jest istotne to, w jakim świecie chcemy żyć i jaki sobie nawet wymyślimy, na potrzeby własnego szczęścia – bardziej, niż to, w jakim świecie żyjemy w sensie obiektywnym ? Myślę, że ostatecznie tak. Jeżeli to czyni nas szczęśliwszymi – to dlaczego „schodzić na ziemię” ?
Nigdy nie mówmy, że przeszłość już nie istnieje – nigdy nie mówmy tak o dobrej przeszłości.
To dlatego między innym tak lubię film „Titanic” – Camerona. Na końcu filmu cofa się czas. Wszystko wraca do momentu rozpoczęcia kolacji w sali balowej. Wszyscy są szczęśliwi.
……To gdzie aktualnie jesteś zależy wiec tylko od Ciebie……
Przypominam sobie, jak kiedyś Dalajlama, w jednym z wywiadów – powiedział:
– Moje ciało siedzi tu i pije herbatę…. , ale gdzie ja jestem ?
I roześmiał się na głos sam z siebie…

