Joga…

Wstałem dziś wcześnie rano. W niedzielny poranek słońce wpadało delikatnie do pokoju. Czuję się dobrze,….. jestem wypoczęty. Póki rodzina jeszcze śpi, postanowiłem napisać parę zdań o jodze – tak, jak zapowiedziałem tydzień temu. Najpierw wykonałem jednak parę ulubionych ćwiczeń. To zawsze daje mi radość. Są jak odprężający masaż swojego własnego ciała. Jest to niezwykle przyjemne. Zaparzyłem w kafetierze kawę i zacząłem pisać…..

Z jogą zetknąłem się mając jakieś 14 lat. W Polsce, w latach komunizmu pojawiła się w księgarniach książka Sławomira Bubicza – właśnie o jodze, wg. szkoły B.K.S Iyengara – hinduskiego nauczyciela, dzielącego się wiedzą o tej sztuce ze światem.

Bubicz spędził trochę czasu w Indiach i poznał nie tylko jogę, ale zafascynował się także innym sposobem myślenia, innym podejściem do wartości w tamtym kraju. Ja byłem wtedy w okresie głębokich  poszukiwań odpowiedzi na wiele pytań, które sobie stawiałem. Nigdy nie byłem człowiekiem, który przyjmował dogmaty – bez ich przemyślenia i zrozumienia. Jeżeli tak się nie działo – odrzucałem je. Stawiałem sobie samemu bardzo podstawowe pytania. Robiłem różne rysunki i grafy. Zbierałem książki, wycinki z gazet, przeglądałem encyklopedie. Szukałem związków między rzeczami i starałem się poznać odpowiedzi na najważniejsze ludzkie pytania. To jest chyba zupełnie naturalne i każdy z nas musi sobie na nie odpowiedzieć – odpowiedzieć na pytanie: „jakim chcę być człowiekiem ?”.

Uzupełniałem swoje informacje w różnych źródłach. Czym były różniejsze – tym miałem poczucie, że staję się w tym bardziej obiektywny. Poszukiwałem w książkach, które przetrwały wieki. Zawsze z szacunkiem odnosiłem się do takich prac. W każdej z nich można znaleźć mądrość pokoleń wielu ludzi. W każdej z nich jest coś wartościowego. Czytałem biblię – ale odpowiadał mi tylko nowy testament. Nawet, gdyby rozpatrywać go tylko w kategoriach dzieła sztuki – jest to w takim razie piękna i pełna mądrości książka. Takich dzieł na świecie jest więcej. Ja szukałem jednego wspólnego mianownika – a mianowicie tego, co jest w nich dobre, tzn. co jest takiego w nich, co sprawia że stajemy się lepszymi ludźmi. Szukałem w książkach o filozofii, czytałem różnych myślicieli…Arystotelesa, Platona, Konfucjusza….a także wielu, wielu innych ludzi zupełnie nie znanych a mających bardzo wartościowe przemyślenia.

Szukałem np. bardzo prostej odpowiedzi na pytanie „Dlaczego ludzie chcą być dobrzy. Dlaczego wybierają dobro i uznają je za największą wartość. Jego najwyższą formą jest przecież miłość”. To pytanie może wydać się banalne, ale takie nie jest. Cały dział filozofii o nazwie Etyka – w gruncie rzeczy do tego się sprowadza. To pytanie jest fundamentalne. Odpowiedź na to, czym jest dla nas dobro – jest odpowiedzią na to kim tak naprawdę jesteśmy. Każdy powinien zadać sobie to pytanie. A to ma związek bezpośredni z tym co robimy, co wybieramy w prostych i codziennych decyzjach (jakich są setki), dokąd zmierzamy w życiu…… Na studiach, na elektronice w Gliwicach toczyliśmy z kolegami różne rozmowy na ten temat. Najczęściej ja je prowokowałem. I tak np. jeden z kolegów stał na stanowisku, że dobro jest całkowicie względne.

– Czyli co – dobre jest to, co jest dobre dla ciebie – pytałem. A reszta ?

Inny z kolei twierdził, że dobro jest logiczne.

Jeszcze inny, że cała nasza miłość to po prostu chemia – i to wszystko.

Każdy z nich poszedł dalej przez życie raczej pozostając w swoich przekonaniach. Trudno jednak nie przyznać każdemu z nich częściowo prawdy. Lata życia nauczyły mnie także respektu do poglądów innych ludzi.

  • Dobro jest piękne – to prawda…..bezdyskusyjnie.
  • Dobro jest logiczne – to prawda…bo kto czyni źle, jest jak człowiek który tnie gałąź na której siedzi i wcześniej, czy później to wróci do niego i nie ma w tym żadnej magii ani karmy – to prosta logika następstw. Ludzie odpłacają tym samym, co dostają. Jeżeli ktoś tworzy sobie złe środowisko wokół siebie – to ono zareaguje także na niego samego.

Ale te odpowiedzi do końca jeszcze mnie nie zadawalały. Cały czas szukałem brakującego elementu. Trwało to wiele lat. Co jakiś czas wracałem do tego pytania i dopiero jakiś rok temu znalazłem odpowiedź. Brzmi ona:

„Źródłem dobra jest współczucie”.

Właśnie.

To nie znaczy, że trzeba odpowiedzieć sobie na to pytanie, żeby dobrze żyć. Oczywiście, że nie. Inaczej jedynie filozofowie byliby dobrymi ludźmi – a to przecież nie prawda. Prawdą jest natomiast, że jeżeli ktoś ma w sercu prawdziwe współczucie – będzie dobry. I to wystarczy. Nie trzeba czytać tych wszystkich książek, rozmyślać, medytować i kto wie co jeszcze. Można nim być od najmłodszych lat – do najpóźniejszych, bez względu na miejsce w którym ktoś jest.

Ten kto współczuje potrafi być dobry. Ze współczucia do wszystkiego co żyje – nie tylko do innych ludzi, ale i zwierząt a także natury (którą często niszczymy bezmyślnie) – rodzi się wszystko.

Niedawno temu, na lotnisku – zdarzyło mi się rozmawiać z hinduską rodziną. Dzieliliśmy się różnymi spostrzeżeniami. Rozmawialiśmy między innymi o Anthony De Mello (hinduskim myślicielu – człowieku, który wywarł na mnie bardzo duży wpływ). Jednak jedno słowo poruszyło momentalnie wszystkich. W lot zrozumieliśmy się wszyscy. To było słowo „współczucie”. Wszyscy bardzo żywo na nie zareagowali. Tak……taka jest prawdziwa odpowiedź o źródło dobra. Współczujemy całkowicie bezinteresownie. Wiemy czym jest ból, niedostatek, samotność, zagrożenie……Jeżeli nie chcemy tego także dla innych – to znaczy, że jesteśmy ludźmi. Te cechy ujawniają się już we wczesnym dzieciństwie. Kiedy rodzice swoim przykładem dają dziecku drogowskazy mające u podstaw współczucie dla drugiego – to jest dobrze.

Dobroć to prawdziwa mądrość. To nie wykształcenie czyni ludzi mądrymi, choć wykształcenie pozwala wiele rzeczy lepiej zrozumieć. To nie inteligencja świadczy o mądrości (gdyby tak było ilu znanych w historii tyranów byłoby uznanych przez innych za mądrych). Inteligencja to tylko narzędzie – jak nóż, który można użyć do różnych celów. Sama w sobie nie stanowi większej wartości. Może być jedynie narzędziem do przetrwania i ewentualnie próżnej dominacji nad innymi – i tu się inteligencja kończy. Sama w sobie – jest nic nie warta. Jest jak pieniądze – które mogą być środkiem, ale nigdy celem…

Dobrze żyć – to być po prostu dobrym. Myślę, że jeżeli ktoś taki był, to przeżył dobrze swoje życie – bez względu na to, czy coś innego mu się w życiu udało, czy nie. Ostatecznie, tylko to ma znaczenie. Tak myślę i tak to czuję. Pewnie wielu ludzi będzie miało inne zdanie, ale przecież każdy żyje i myśli po swojemu. To nie znaczy oczywiście, że sam o sobie myślę, że jestem dobry – o nie 🙂 Chciałbym taki być 🙂 To np. w biblii padają słowa „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry”.

Dobro to ideał, to droga….

No ale miałem napisać o mojej przygodzie z jogą. Tak naprawdę najbardziej w tej książce podobał mi się wstęp do niej. Czytałem go chyba z kilkanaście razy. Ma ponad 30 stron. Są tam takie zdania, które posłużyły mi za drogowskazy w moim rozwoju. Jako młody człowiek szukałem takich wzorców….wskazówek.

Są tam np. takie:

  • Jogin nikogo się nie boi i nikt nie musi bać się jogina.
  • Nie posiadaj więcej niż naprawdę potrzebujesz.

Te zdania i inne zdania kształtowały mnie od wewnątrz. Pomagały mi w rozwoju świadomości. Czytałem je rano przed szkołą. Uczyłem się asan. Co do pranayamy (ćwiczeń oddechowych), to miałem spory dystans. Uważałem zawsze, że oddech powinien być po prostu pełny i głęboki – dostosowany do fizjologicznych potrzeb. Asany zacząłem powoli okrajać do swoich ulubionych. Stawiałem na ćwiczenia symetryczne. Tak powoli powstawał mój wybór, który ćwiczę sobie od lat. To nie są ćwiczenia wymagające niezwykłej elastyczności. To nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek akrobatyką. Wykonywane jednak poprawnie pozwalają natychmiast odnieść bardzo duże korzyści dla samopoczucia i zdrowia. Z czasem zacząłem wymyślać różne modyfikacje i tak doszedłem do własnego systemu, który nazwałem „swing”. Chodzi o to, aby w najgłębszej pozycji, przy pełnym rozluźnieniu – wykonywać delikatne ruchy pogłębiające. Przypomina to kołysanie. Ćwiczenia hatha-jogi uzupełnione przeze mnie o ten element stają się jednocześnie dynamiczne – a nie jedynie statyczne. Statyczne są w moim zestawie jedynie przez kilka chwil – potem je dynamizuję. Zauważyłem u siebie znaczne korzyści ze stosowania właśnie takiej praktyki.

Polecam proste ćwiczenia jogi wszystkim. Sam Pilates tak naprawdę w dużej mierze wykorzystał elementy jogi w swoim systemie. Był kiedyś chorowitym człowiekiem. Doszedł do zdrowia i dzielił się tym z innymi. Stworzył system ćwiczeń, który zaczęła wykorzystywać nawet armia. Pilates jest niezwykle korzystny także w rehabilitacji. Przynosi bardzo szybkie postępy. Wiele ćwiczeń nie wymaga żadnego sprzętu (nawet maty) i takie lubię najbardziej. Można je ćwiczyć dosłownie wszędzie. Dzisiaj czerpię z różnych systemów ćwiczeń i to, co robię już nie mogłoby chyba być nazwane jogą. Szukam własnych dróg. Joga jednak pomogła mi zrozumieć ich istotę.

Polecam max 10 min. dziennie na proste ćwiczenia jogi – czy pilates, czy stretching, czy cokolwiek innego. Kiedy znajdujemy harmonię z własnym ciałem – znajdujemy harmonię ze swoim wnętrzem.

Jak zwykle piszę o wszystkim tak, jak ja to czuję – dlatego nie będę udzielał dalszych wskazówek. Miało być o jodze a zacząłem się rozpisywać o poszukiwaniach duchowych z dawnych lat. Moje dłonie piszą same….. nic na to nie poradzę 🙂 Sorry. Musze nad nimi zapanować – może przez jogę 🙂

Każdy może szukać swojej drogi do harmonii ciała i umysłu. Wiele wskazówek jest choćby na youtube. Poniżej zamieszczam prosty materiał, który być może kogoś zachęci 🙂

PS.

Dodałem trochę zdjęć w zakładce „About me”. Uzupełniłem też wpisy „Myśli” o kilka nowych z tego tygodnia. Niestety coś mi się stało w oprogramowaniu (instalowałem nowe wtyczki) i cały zbiór zniknął przed chwilą. Straciłem też na dobrą godzinę wszystkie wpisy. Odzyskałem je jednak 🙂 Tak to jest – całe szczęście nie jesteśmy tylko wirtualni. Inaczej zniknęłoby po nas wszystko w jednej małej chwili. Nie znam przyczyny technicznej i szukam/uczę się dalej. Co najwyżej będę to przepisywał od nowa 🙂 – albo stworzę coś innego 🙂 Który to już raz coś tracę.

Życzę pięknej niedzieli. W przyszłą niedzielę kolejny wpis. Nie będę jednak zapowiadał o czym. Lubię sam siebie zaskakiwać i nie wiedzieć, co wymyślę 🙂

Wczoraj mieliśmy 50-rocznicę lądowania ludzi na księżycu. Dla mnie ten dzień też był bardzo szczególny. Dlaczego – może napiszę o tym kiedyś, za parę lat 🙂

Pozdrawiam

Jarek