„Mrówka”

Zastanawiałem się od wczoraj – o czym dzisiaj napisać. Mógłbym sięgnąć do jednego z tekstów, które są gdzieś po szafach, ale siedząc tak na kanapie z podwiniętymi nogami i wdychając rześkie, prawie wiosenne powietrze z gór… zauważyłem na drewnianej podłodze małą biedronkę. Dreptała w jakimś sobie znanym kierunku. Przyglądałem się jej dłużej.  Zaczyna się wkrótce wiosna, więc wiele istot budzi się do życia. Przypomniała mi się pewna moja obserwacja sprzed ponad 20 lat.

Stałem wtedy na przystanku autobusowym – wracając z pracy. Słońce mocno świeciło na rozgrzany asfalt drogi. Wręcz się od niego odbijało. I dlatego na jego tle zauważyłem mały obiekt – mrówkę. Niosła coś dużego na sobie – coś znacznie większego niż ona sama….. i tak szła przed siebie, bardzo powoli, dziesiątkami milimetrów. Przejście przez jezdnię musiało być dla niej oceanem pełnym niebezpieczeństw. Drogą mającą trwać…..kto wie jak długo.

Samochody przejeżdżały w jedną i w drugą stronę. Widziałem parę razy jak auto zdmuchiwało ją z kursu a ona wczepiała się pewnie  małymi łapkami, starając się przetrwać. Rzucał ją co któryś z nich 2-3m dalej. Jakimś cudem znowu wracała na obrony wcześniej kurs, jakby wiedziała gdzie iść. Jakimś też cudem ja ciągle ją widziałem. Wydawałoby się to niemożliwe – taką małą mrówkę. Ona jakby zmierzała do jakiejś magicznej latarni. To ciekawe, jaki jest kompas w zwierzętach? Jak to się dzieje, że bociany wracają dokładnie w to samo miejsce – odległe o tysiące kilometrów, z dalekich podróży ?

Mrówka szła – nie zważając na nic. W każdej chwili mogła zginąć pod pojazdem,  zbierała się jednak i szła dalej. Realizowała swoje życiowe powołanie. Czy my ludzie też mamy taki instynkt ? Czy wiemy dokąd idziemy? Czy jesteśmy wierni obranej drodze ? Czy jesteśmy dość wytrwali ? Czy robimy to, co powinniśmy i w co wierzymy – bez względu na to czy nas klepią po ramieniu, czy hejtują ?

Zadaję sobie to pytanie już ponad 20 lat i znam odpowiedź. Za każdym razem, kiedy zastanawiam się nad tym – po co coś robię – przypominam sobie tą mrówkę idącą przez jezdnię. Nie wiem, czy przeszła ? Ważne, że szła. Bo to było jej powołanie. Nie zauważyłbym już zresztą tego – bez przesady – z takiej odległości. Wytrwałość tej istoty budziła jednak mój ogromny szacunek.

Myślę, że skoro robimy dokładnie to, co powinniśmy robić…osiągamy spokój umysłu, ciała i duszy…. I nie ma ani jednego zmarnowanego dnia, ani jednej zmarnowanej chwili.

Myślę też, że tylko w spokoju i szczęściu wiemy – którą drogą iść. Tylko będąc w stanie szczęścia i radości podejmiemy dobre decyzje. Tego każdemu – z całego serca życzę.

jmakosz – Ustroń 10.03.19