4 LITERY 🇵🇱

https://www.youtube.com/watch?v=GvzIMiWMWJ0

Nie każdemu los dał po równo. Każdy z nas ma swój własny, wewnętrzny Mount Everest. Czy powinniśmy innych porównywać do siebie – a siebie do innych?
A może jesteśmy bardziej jak pływacy, którzy płyną po swoim torze – każdy niezależnie. Nabieramy tylko powietrza i machamy rękami, dając z siebie wszystko.

A to, czy dajemy właśnie wszystko, to w swojej uczciwości – wiemy tylko my sami i Dobry Bóg.

Jakie to ma znaczenie, że ktoś nas wyprzedza, albo jest za nami ? Sami wiemy, czy stać nas na więcej, czy tylko oszukujemy – najpierw innych, a tak naprawdę na końcu samych siebie – marnując własny potencjał. Ilu ludzi tak go marnuje na własne życzenie ?

Naprawdę mamy tylko jedno do zrobienia w życiu – bycie ludźmi. Wszystko inne jest przy okazji.

————-

Kiedy miałem z dziesięć lat poznałem chłopaka, który przychodził czasem na ogródek działkowy naprzeciwko ogródka mojego dziadka. Ewidentnie pochodził z biednej rodziny, gdzie były jakieś problemy. Prawdopodobnie alkohol. Ubrany był marnie. Nie mówił też zbyt wyraźnie. Rozmawialiśmy czasem. Była w nim jakaś niezwykła radość życia i potrzeba kontaktu, jakieś akceptacji. Mówiąc – ciągle się przy tym uśmiechał, przyglądając mi się uważnie i niecierpliwie.
Słuchałem jego dość dziecinnych opowieści.
Słyszałem od kogoś, że chodzi do „Dziewiony” (Szkoła specjalna nr 9). Kiedy ktoś chciał komuś ubliżyć do kości, mówił mu, że jest Daunem, albo że jest właśnie z „Dziewiony”.

Tak więc znałem chłopaka z „Dziewiony”. Samo to, że z nim rozmawiałem powodowało uśmieszki drwiny u paru moich rówieśników, palących czasem fajki na pobliskiej ławce.

Pamiętam też, że on pochodził z Komunki (ul. Komuny Paryskiej – od lat jedna z najbiedniejszych ulic w Siemianowicach ŚL.).

Kiedyś bardzo podekscytowany zawołał mnie, żeby pokazać mi co napisał kamieniem na ścianie garażu. Zależało mu bardzo , żebym to zobaczył wręcz natychmiast. Poszedłem z nim. Doszliśmy wreszcie do czerwonej ściany garażu.
Pokazał mi z dumą palcem – niewielki napis. To był koślawy wyraz,….. złożony z czterech, bardzo nierównych liter. Tak nierówno piszą dzieci w pierwszych tygodniach szkoły podstawowej. On tymczasem był starszy ode mnie o rok. Miał więc jedenaście lat. Ja czytałem w tym czasie książki Alfreda Szklarskiego, komiksy… i Tygrysy.

Nastała dziwna cisza. Do dziś dobrze pamiętam ten moment.

Mój kolega patrzył na mnie, szeroko uśmiechnięty. Pamiętam jego blond włosy i wesołe niebieskie oczy, które teraz nerwowo czekały na mój ostateczny werdykt….

A ja nie wiedziałem,…. co mam powiedzieć. Nie wiedziałem, co mam zrobić…..Stałem tylko zawstydzony.

– Fajne -……. powiedziałem w końcu cicho.

Czułem, że mimowolnie do oczu napływają mi powoli łzy. Nie chciałem, żeby to widział. Spuściłem więc lekko głowę.

Na ścianie napisał słowo…. „Mama”.

JARO MAKOSZ