Jadąc ostatnio z pracy słuchałem w radiu jednego z utworów „Depeche Mode”. To było „Freelove”. Ten zespół wiele dla mnie znaczył. Przypomniały mi się dawne czasy….sprzed 35 lat…
Każdy człowiek w swoim czasie szuka jakiegoś stylu, czegoś co go wyraża. Chce znaleźć wokół siebie ludzi podobnie myślących i czujących. Depeche oscylowali gdzieś wokół tego wszystkiego, czego bardzo dawno temu szukałem – zwłaszcza na początku ich kariery, kiedy byli agresywnie elektroniczni i zbuntowani – wyobcowani i jednocześnie pewni swojej drogi. Odbiegali zdecydowanie od Main Streamu. Byli pewnego rodzaju symbolem mojego pokolenia. W ich muzyce słyszało się z jednej strony zamęt i szaro-czarność robotniczego miasta ….a jednocześnie pragnienie jakiegoś romantyzmu. W tych dźwiękach była tęsknota za miłością, ukryta za metalicznymi, ostrymi dźwiękami. Wszystkie te dźwięki, choć całkowicie syntetyczne, albo zsamplowane – brzmiały nieprawdopodobnie. Całość urzekała, bo mieliśmy świadomość, że oto tworzy się nowy styl. Trudno było go porównać go do czegokolwiek wcześniej. Choć sami Depeche mówią o silnym wpływie niemieckiego Kraftwerk (innej grupy, którą lubię), to poszli w swoją stronę – i to było świetne. Dave Gahan swoim zdecydowanym stylem wyrażania emocji porywał coraz większe grono ludzi. DM (Depeche Mode) nie byli przy tym typami celebrytów. Trudno też było o nich mówić „Artyści”, choć niewątpliwie nimi są. Oni po prostu byli DM i byli autentyczni i to się czuło – to tyle.
Kiedy po raz pierwszy ich usłyszałem – od razu zachwyciłem się ich „elektroniką”. Łaknąłem wszystkiego co elektroniczne. Nowe technologie stwarzały nieograniczone możliwości brzmieniowe – otwierały nowe światy. Lubiłem tradycyjne instrumenty, ale chciałem też poznawać zupełnie nowe obszary – i to bardzo. I ta kolorystyka DM, tak mi gdzieś bliska…często czarno-biała. Kiedy na Śląsku jest pochmurny dzień i wiszą mgły – wszystko jest szaro-czarne (tak przynajmniej było kiedyś).
Pamiętam, że w pokoju miałem 27 ich plakatów…. 🙂
W moim mieście było bardzo wielu fanów DM. Przez lata w dyskotece 80ka organizowano tam zloty miłośników DM. Może też dlatego, że współtworzył ten klub jeden z moich szkolnych kolegów – pewnie tak.
Prosto z Basildon w UK – do naszych Siemianowic. Ta muzyka trafiała do nas jakimś bezpośrednim pomostem…
To zdjęcie zrobiłem ostatnio w naszych Siem-cach (Siemianowicach Śląskich)……. – ten sam klimat…

Oczywiście, jak to bardzo młodzi ludzie – chcieliśmy wyglądać podobnie do nich, podobnie się ubierać, mieć te same fryzury. Pamiętam, jak po raz pierwszy u fryzjera pokazałem, jaką chce mieć fryzurę.
- – Co !? – na pewno tak chcesz – zapytała fryzjerka.
- – Tak – odpowiedziałem zdecydowanie
Kiedy założyłem potem swoją czapkę, wyglądałem bardziej jak Sal Solo a nie do końca o to mi chodziło. Wszyscy myśleli, że jestem wygolony na łyso – A tu nie ! Reszta, to oczywiście czarna kurtka, jasne dżinsy i buty na mocnej podeszwie. Moje pierwsze w stylu DM, jakie miałem – były z kopalni. Buty robocze, które dobrze wypastowane wyglądały trochę podobnie.
Takie buty nosiłem..

I identyczną robotniczo/marynarską czapkę – „Bretonkę”… jak dla mnie idealny wybór 🙂

DM kiedyś

I dziś…..nigdy nie stali się celebrytami….

Lata mijają, ale czy tak bardzo się zmieniłem ? Nie ubieram się jak dawniej, ale ciągle nie chcę iść pokornie drogą Main Stream i ciągle, jak śpiewali DM – „nie chcę dotykać ziemi..”. Są ludzie, którzy, jak mówią „stąpają twardo po ziemi” i szczycą się tym. Ja uważam, że lepiej tak bardzo „nie stąpać twardo po ziemi”. Chcę być dalej tym, który czasem jej dotyka a czasem nie – chcę żyć na pograniczu – czasem na ziemi, a czasem w chmurach……. 🙂
Dobranoc
Jarek
„Freelove” – to słyszałem jadąc autem – świetny utwór….wspomnienia odżyły..
A tak się zaczynała moja fascynacja DM – głębokie lata 80 te…. Wokół mieliśmy szaro-burość naszych dzielnic i czerwoność komunizmu – a tu Depeche Mode….
We’re flying high
We’re watching the world pass us by
Never want to come down
Never want to put my feet back down on the ground
Wzlatujemy wysoko
I patrzymy jak świat mija za nami
Nie chcę już schodzić
Nie chcę postawić nóg z powrotem na ziemi
A na koniec „Somebody” – z pięknym teledyskiem (zmontowanym przez miłośnika z Polski, ale oddającym idealnie sens utworu)… na Dobranoc….

