Dzień i noc. Noc i dzień….

Ostatnio tylko pracuję i krótko śpię…. przychodzę późno,, albo raczej wcześnie. Trudno powiedzieć. Normalni ludzie zwykle wtedy śpią.

Potem padam na łóżko i zasypiam – zazwyczaj w ubraniu. Leżę wśród swoich przeróżnych kartek z tekstami i  rysunkami… jak pijak w barłogu wśród swoich butelek…. Co zdążę jeszcze napisać – piszę szybko, bo wydaje mi się, że czas wtedy nie istnieje… i padam tak nieprzytomnie….

Budzę się potem w środku nocy, żeby wziąć prysznic.
Na pamięć w ciemnościach idę do łazienki. Nie zapalam światła, bo kłuje mnie w oczy.
Właściwie,… to mógłbym ich w ogóle nie otwierać…

Przez moment zastanawiam się, jaki jest dzień tygodnia.

Jestem jak te mewy za oknem,…… zawieszony teraz w jednym punkcie…. na wietrze… Przyglądam się im.
Ani to nie fruną do przodu,.. ani do tyłu.
Podtrzymuje je tylko wiatr.
Dryfują….mistrzowie powietrznego surfingu…

Może czekają na lepszy moment? ….. Nie wiem.
Może tak razem czekamy…

J.