Oglądam ostatnio sporo starych, polskich filmów. I tak na przykład, niedawno widziałem „Pociąg”, z 1959r. Zawsze wiedziałem, że chcę zobaczyć ten film, ale nie wiedziałem dlaczego. Widziałem jedynie jakieś fragmenty w telewizji. Czułem, że jest w nim klimat – którego chcę dotknąć. Jest nim coś – co jakbym znał, ale nie potrafię powiedzieć co to jest.
Podobnie nie wiem dlaczego, ale właśnie dziś rano przypomniałem sobie duże, czarno-białe zdjęcie – oprawione w ramę przez mojego dziadka, jakie wisiało w jego altanie. Przedstawiało dwie postacie nad morzem. Było stare, może jeszcze z lat 50, ale pięknie doświetlone. Nie wiem, czy dziadek sam je zrobił – przecież zajmował się hobbystycznie fotografią? Miał swoją ciemnię fotograficzną i spędzał tam setki godzin. A może to była jakaś reprodukcja, która mu się wyjątkowo spodobała i ją oprawił ? Przyglądałem się temu zdjęciu – za każdym razem, kiedy tam byłem. Cisza……szum morza…i delikatne słońce. Postacie oświetlone były z tyłu, więc nie widziałem dokładnych szczegółów. Ta fotografia miała w sobie nieprawdopodobny spokój. Jej oglądanie przynosiło mi za każdym razem dużą satysfakcję. Patrzyłem i doznawałem tych wszystkich przyjemnych uczuć, tak bardzo namacalnie. W którymś momencie nawet chciałem ją zabrać do domu, ale nawet nie wiem kiedy – fotografia zniknęła. Był taki czas, że dłużej nie było mnie w tamtych stronach…. i w międzyczasie wszystko się pozmieniało. Cała tamta epoka gdzieś przeminęła. A tę fotografię kojarzyłem z tą epoką. Czasem lat 50 tych – 60 tych. Jedynie altana pozostała. Choć to nie była moja epoka bardzo dobrze ją rozumiałem…… Bardzo dużo się od niej uczyłem.
Upłynęło wiele lat, zanim do tego filmu sięgnąłem. Tak więc zobaczyłem go ot tak, po prostu. Przypomniałem sobie o nim i włączyłem:
Wpiszcie sobie w you tube – to jest trailer, kilkuminutowy. Nie chce mi się zaciągnąć automatycznie niestety. Cały film jest na cda.pl
Pociąg”/”Night Train
https://www.youtube.com/watch?v=i8z95IncWx0
Siedzę teraz sobie na ławce, w parku Ustrońskim. Dokładnie na tej samej ławce, na której Artur lubi uczyć się do egzaminów. Po lewej mam Parkową 10. Jest piękne, słoneczne południe. Przetwarzam to, co niedawno zobaczyłem….jeszcze mój umysł to porządkuje i nadaje temu jakieś podsumowanie.
W tym filmie jest klimat, który dobrze znam. Środek lata, ludzie jadący nad morze. Chcą jechać tak daleko, jak tylko się da. Dalej jest już tylko piaszczysta plaża i bezkresna woda. Wiele różnych osobowości jedzie w tym pociągu. To taka trochę metafora życia. Podróżujemy razem przez życie, często przypadkowo napotkani. Jedni przesypiają podróż, zamknięci w swoich wagonach. Drudzy czytają, inni rozglądają się przez okno. Jeszcze inni opowiadają swoje historie. Ktoś tam ciągle się denerwuje, czymś co zupełnie nie jest tego warte. Ktoś tam sieje intrygi, ktoś chce w tej podróży być ważniejszy niż inni…….. i tak dalej i tak dalej.
W tym wszystkim, w jednym przedziale spotyka się przypadkowo dwoje ludzi – Ona i On. Lucyna Winnicka i Leon Niemczyk. Na początku jest awantura o to, kto powinien siedzieć w tym jednym przedziale sypialnym. Leon chcę być sam. Jest gotów nawet za to zapłacić dodatkowo konduktorce. Lucyna jednak stwierdza, że to jest jej miejsce i nie zamierza ustąpić. W końcu Leon się poddaje i jadą dalej…
Do tego ta przedziwna muzyka….i dworzec kolejowy Łódź Kaliska, który znam bardzo dobrze. Stamtąd odjeżdżało się do Katowic. W Łodzi mam rodzinę – to dlatego. Także w takie letnie dni, jak ten na filmie zdarzało nam się odjeżdżać.
Nie będę opowiadać filmu, bo nie o to chodzi, ale wiem już dlaczego powinienem był go poznać. Myślałem, że z zupełnie innych powodów. Tymczasem, kiedy zobaczyłem pewną scenę – coś mnie mocno poruszyło.
To scena, w której Lucyna patrzy znad książki na Leona. Trwa to zaledwie parę sekund, ale tego nie da się nie zauważyć – ani zapomnieć. Cały film zamknąłbym w tym jednym spojrzeniu. To patrzyła Lucyna… nie bohaterka jaką grała.
Otwarłem Wikipedię i prześledziłem dalsze losy Lucyny. I tak, okazało się że grała w paru filmach, jednak to „Pociąg” był najbardziej znany. Zagrała nawet w jednym z odcinków „Stawki większej niż życie. Wikipedia podaje na jej temat dość skromne informacje – oto one:
Przed wojną uczennica szkoły im. Cecylii Plater-Zyberkówny w Warszawie, przy ul. Pięknej 24. Absolwentka VI Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Reytana w Warszawie. W 1950 ukończyła studia na Wydziale Prawa UW. W 1953 ukończyła studia na PWST w Warszawie. Do 1974 r. występowała na scenach Szczecina i Warszawy. W drugiej połowie lat 70. zakończyła karierę aktorską. Założyła Akademię Życia i prowadziła ją przez ponad 10 lat, ucząc medycyny niekonwencjonalnej, filozofii i medycyny Dalekiego Wschodu. Dziennikarka i publicystka, m.in. „Przekroju” i „Literatury”. Była jedną z założycielek Transparency International Polska, organizacji do walki z korupcją. Przez ostatnie lata żyła w domu spokojnej starości w Palmirach[2].
Wydała książki „Podróż dookoła świętej krowy” oraz „W poczekalni nieba”.
Nigdy nie wiemy, co będzie potem. Dopiero ci po nas mogą to podsumować.
Robiono w dawnych latach wiele ciekawych filmów. Grano światłem i cieniem. Taśma była czarno-biała a środki skromne, więc skupiano się na wartościach istotnych. W tej prostocie zachowywano jednak wszystko, co istotne.
Pomijając jednak film – zainteresowała mnie sama postać Lucyny Winnickiej. To z pewnością była ciepła i dobra kobieta. Musiała być bardzo interesującą osobowością. Oglądałem z nią wywiady, z późniejszych lat. Przyglądałem się temu, jak zmieniała się na przestrzeni czasu. Jak pięknie się starzała. I to jest myśl dla wszystkich. Jak człowiek może iść przez życie, nie obawiając się zmarszczek. Jeśli jakaś kobieta martwi się o to, jak będzie na starość wyglądać – to nie powinna się martwić, bo piękno pozostanie. Ono ma związek ze światłem, które bije z człowieka, z jego wnętrza. A czym dalej człowiek posuwa się w latach – tym to wewnętrzne piękno coraz większe ma znaczenie i wtedy wychodzi na naszych twarzach wszystko to, czym żyliśmy. Czy byliśmy zgryźliwi, złośliwi, skwaszeni, zazdrośni, nerwowi czy wręcz odwrotnie – zupełnie inni….
W końcowej scenie pociąg dojeżdża nad morze. Jest słoneczny poranek. Wszyscy wysiadają i idą na plażę. Ciepły wiatr powiewa firankami wagonów przez pootwierane na oścież okna. Jest przyjemnie, beztrosko……
jarek
Oto Lucyna Winnicka



W scenie poniżej Leon Niemczyk czytał swoją kwestię z kartki na suficie – sam się przyznał.



Lata nie zabierały jej urody – wręcz przeciwnie.

PS
Nakręcono też ciekawy materiał – Pociąg, 40 lat później…..warto go zobaczyć. Polecam.

