Will you still love me… when I’m no longer young and beautiful….. ?

Dziś wyjątkowo w sobotę – jutro Wielkanoc.

———————————————–

Niedawno odwiedziłem ważne miejsca.

Był środek kwietniowej nocy – coraz cieplej.

Księżyc świecił mocno i magicznie. Oświetlał moje miasto. Znam tu wszystko…….przecież jestem właśnie stąd. Tu jest jak w latach 20-tych. Są takie miejsca, gdzie nic się nie zmienia.

Kwiaty pachniały – jak wtedy, kiedy czułem w sobie tamten spokój i pewność, że idę dobrą drogą…..

Wiosenne, nocne powietrze wdzierało się do samochodu przez otwarte okna.

Widząc wielkie, pionowe neony, wysoko na krawędzi budynku – wykonałem gwałtowny skręt Cruiserem w lewo. Księżyc odbił się na ułamek sekundy w jego srebrnym body.

Wybrałem na klawiaturze sterownika znany mi kod……potężna brama drgnęła i po chwili zaczęła się bardzo powoli przesuwać…….

Wjeżdżaliśmy do innego świata……do świata, który nie przeminął……

W radiu śpiewała Lana Del Rey….Young and Beautiful. Tak czysto, tak kobieco, tak wdzierając mi się w serce……………….Przypadek….. ?

„Will you still love me when
I’m no longer young and beautiful?
Will you still love me when
I got nothing but my aching soul?

I know you will, I know you will
I know that you will………………………”

 

PS.

Wielki Gatsby z Leo Di Caprio – to jeden z moich ulubionych filmów.

To opowieść o mężczyźnie, gotowym zrobić dla kobiety tak wiele – gotowym zyskać i stracić wszystko.  Jego niezachwiana wiara w miłość – ciągle mnie porusza….

Powieść Fitzgerald’a. Doczekała się 5 ekranizacji. Pierwsza z 1926r, a ostatnia z 2013r (właśnie ta).

W miejscu, o którym piszę – było kiedyś kino „Jedność”. Stare, przedwojenne kino. Wielkie, z rozmachem tamtych lat. To tu widziałem wielki ekran po raz pierwszy. Spłonęło w roku 2001 i zostało później rozebrane. Jest tam teraz wielki plac, a na nim parking hotelu – który jest zaraz obok. Parking ma automatyczną bramę, ze sterownikiem numerycznym. Wjeżdżających obserwują kamery. Wjazd w to miejsce był symboliczny……choć naprawdę czułem się tak, jakbym przekraczał bramę tajemnicy i innego świata – to jest właśnie siła wyobraźni. Do teraz czuję atmosferę tej chwili w sobie, kiedy tylko o tym pomyślę. Samo pisanie o tym znowu mnie tam przenosi…. 🙂

Kiedy już zostanę milionerem – zorganizuję tam kino dla samochodów (jak w USA) – …….. one day 🙂

Na starej fotografii, poniżej – pierwszy budynek po prawej, to właśnie ten, z którego rozbudowano później duże kino. Najpierw był tam hotel, mniejszy kinoteatr i restauracja. Ja już od dziecka uwielbiałem to miejsce. I to słońce, które w południe biło w ścianę budynku, dodając mu jeszcze większego majestatu. Na wprost kina są zakłady wojskowe (kiedyś fabryka kotłów Fitzner’a) – inne ważne miejsce. Nic się nie zmienia na tamtych ulicach. Miasto rozbudowało się dynamicznie na początku XX wieku. Budynki powstawały jeden po drugim, stąd ich stylistyczna jednolitość. Dokładnie w tym samym czasie rozbudowywał się daleko stąd Nowy Jork……tło epoki jazz’u – i powieści „Big Gatsby”.

A poniżej widok na starej fotografii, jadąc od drugiej strony. Zaraz za budynkiem byłej dyrekcji fabryki Fitznera – po lewej – trzeba ostro skręcić, aby „wjechać do kina Jedność” – wystarczy tylko odrobina wyobraźni. Na budynku w głębi jest dziś wielki neon hotelu. Dokładnie taki, jak te w filmie. Ciekawostką jest fakt, że tuż obok otwarto w 1928r wytwórnię filmową, nazywaną śląskim Holywood’em. Nazywała się „Espe-film”. To miasto jest pełne ciekawych historii, które często sam powoli odkrywam. Choć mieszkam teraz zupełnie gdzie indziej – to z ogromnym sentymentem wracam w te wszystkie miejsca. Każdego z nas coś tworzyło. Ja wychowałem się tam.

Jestem gościem, który powinien się chyba urodzić na początku XX wieku. Te moje Panamy, które kupuję (białe kapelusze z czarnym paskiem), stylowe szelki, muzyka której słucham, tango, itp. itd. Jak miałem 13 lat, kupiłem sobie spodnie w stylu Humphrey’a Bogarta – w sklepie dokładnie pod hotelem. ( Długo takich szukałem. Miały zakładki u dołu i lały się dokładnie jak jego.  Tu też kupiłem swoją pierwszą marynarkę. Chodziłem z małym słownikiem angielskiego i uczyłem się z niego, gdzie popadnie. Wymowy uczyłem się najpierw z transkrypcji fonetycznej – przekręcając wyrazy. Chciałem rozumieć w oryginale słowa aktorów – to było ważne. Przypomniałem sobie o tym, kiedy siedzieliśmy w hotelowej restauracji na parterze. To przecież dokładnie tu był ten odzieżowy sklep. Chodząc ulicami podrabiałem ruchy Franka Sinatry, czy Freda Astaire (serio :).  Luz, eneria z jaką się poruszali. Czasy musicali, jakie oglądałem w niedzielę w telewizji. Kiedy sobie o tym przypominam – śmieję się do siebie. Byłem chyba dość nietypowym chłopakiem ……. co ja robię w XXI wieku ? 🙂

Zaraz na przeciw hotelu była nasza pierwsza wspólna dyskoteka „Quattro”. Niektórzy jeszcze ją pamiętają. To była świątynia muzyki. Dla mnie jak „Ministry of the sound” w Londynie. Świetne nagłośnienie, klimatyczny parkiet, małe loże. Po raz pierwszy też widziałem tam różnych szemranych gości. Takich w tamtych stronach ciągle nie brakuje. Przychodzili też młodzi cyganie, którzy mieszkali zaraz za torami – w dzielnicy Hugo. Zawsze bardzo eleganccy, z ubraniami szytymi na miarę, z wyżelowanymi włosami i flakonami wody kolońskiej wylanymi na siebie. Taksówkami podjeżdżały prostytutki. Inny świat. Oglądałem to wszystko i czułem, że kiedyś o tym napiszę…..no i piszę….

Kiedy odwiedzam Siemianowice, czasem stanę przed wejściem na wysokie schody byłej „Quattro” . Lampa u góry oświetla je majestatycznie – jak kiedyś. Myślę, że pewnego dnia opowiem o naszym życiu w dyskotekach – o tych wszystkich sobotach na parkiecie. To moje oblicze, którego większość moich znajomych nie zna i pewnie będzie mocno zaskoczona. Na teledysku poniżej Lany – przedsmak tego, co zawsze kochałem….szaleństwo i pójście na całość. Choć w innych latach, to klimat jest identyczny. Zastanawiałem się, czy to wrzucić, bo koliduje to trochę z pierwszą częścią mojego tekstu – no ale, czy nie takie jest życie ? Pełne wszystkich kolorów….

A ci, którzy byli kiedyś w kinie „Jedność” i przeżyli w nim piękne chwile – doskonale wiedzą, o czym mówię…..

Poniżej budynek budynku administracji zakładów Fitznera. Umieściłem tam kiedyś akcję mojego grubszego opowiadania o tytule „Karmazynowe Pola”. To tam miała miejsce scena balu. Mój wzór bohatera, to od zawsze człowiek gotowy na utratę wszystkiego,… oprócz miłości. Człowiek gardzący bogactwem i pozycją społeczną. Szukający dobra i piękna. Żyjący prosto i oddychający pełną piersią. Taki był też mój bohater – bardzo podobny do postaci Jacka Dawsona z Titanica. Obaj pochodzili z klasy robotniczej, zabrali w świat jedynie swój szkicownik z prostymi rysunkami – jedyną rzecz, z jaką ruszyli w podróż w nieznane. Mój Krystian wyjechał pociągiem do Paryża. Jack wyjechał z Paryża do Anglii. Titanica miałem zobaczyć dopiero później, ale podobieństwo tych obu postaci – mojego Krysitana i Jacka – było niezwykłe. Byli praktycznie tacy sami. Nie zrobiłbym tego lepiej. To tak, jakby mój Krystian miał kiedyś stać się Jackiem, w porcie w Southampton.

Klimat prawie jak z Quattro

Gatsby – trailer…..

jarek