Jack’a Vetriano (wł. Jack Hoggan) – szkocki malarz. Lubię jego styl, dobór tematu, wrażliwość na kolory, jego nastrój i jednocześnie ponadczasowy spokój, który jest w tych obrazach.
To jeden z moich ulubionych malarzy. Jest całkowitym samoukiem – to fantastyczne. Z jego sztuką zetknąłem się wiele lat temu – przypadkiem..
To ten szkocki górnik, o którym wspomniałem wcześniej. W którymś momencie życia zajął się malarstwem. Zna smak węgla w ustach i pot na plecach, od prawdziwej, ciężkiej pracy na dole. Zna szarość górniczych miasteczek i pył zawieszony w powietrzu. Gdzieś tam w dalekiej Szkocji mieli bardzo podobne klimaty – jak my na Śląsku. Widać to też na filmie, którego link zamieszczam pod obrazem. Między innymi dlatego Vetriano jest mi tak bliski. Może dlatego, tak dobrze rozumiem jego sposób tworzenia. Trzyma się też z daleka od snobistycznej elity (co go wyróżnia i co mi bardzo imponuje). Robi to, co czuje że powinien robić – bez względu na modę i trendy. Przez długi czas nie pokazywał swoich prac. Robił to z wewnętrznej potrzeby. Przez wielu krytyków nie jest uważany za artystę i jest odrzucany w pewnych środowiskach artystycznych. Jego prace jednak mówią same za siebie. Są po prostu piękne.
Zamieszczam też ciekawy film o nim, zrealizowany przez BBC. W 5 minucie filmu opowiada o swojej historii. Wspomina miasteczko, z którego pochodzi i mówi:
…..and my father was a coal miner and my grandfather was a coal miner (…… skąd ja to znam – zupełnie jak u mnie ).
Bardzo też lubię jego szkocki akcent – jest inny. Gwara śląska też jest inna. To język górników. Język, którego nie powinno się było używać w szkole – bo to nie podobało się nauczycielom i można za to było mieć wizytę rodzica. Uważano górników za ludzi niższej „kasty”. Uważali ich za takich ci, którzy przyjeżdżali z zewnątrz. Gdyby się trochę nad tym zastanowić, to trudno się dziwić temu, że Ślązacy są tacy „hermetyczni” w relacjach. To ma gdzieś swoje podłoże. Wszyscy, którzy tu przyjeżdżali – przyjeżdżali zarobić na węglu a górnik był jedynie środkiem do osiągnięcia tego celu.
Komin na kominie, szyb górniczy na szybie…. – krajobraz moich stron. Zimą powietrze po prostu lekko białe. Oprócz kominów z hut i zakładów – dym z domów, z piecy węglowych. Białe koszule zakładano tylko w niedzielę. Na kołnieżyku najlepiej widać było jakość powietrza. Powietrze zawsze miało swój zapach…zwłaszcza zimą.
Dzisiaj rano przeglądałem stare fotografie. Znalazłem parę fajnych z Siemianowic (ze Śmianowic – jak mówi ktoś, kto jest naprawdę stamtąd). Sam też zbieram tego typu fotografie. Siemianowice były ostatnim niemieckim miastem na wschodzie, w czasie zaborów. Stąd aż do Japonii – była Rosja i stąd aż do Francji – Niemcy. Kawałek dalej (od Mysłowic – Trójkąta Trzech Cesarzy), dodatkowo wbijało się trzecie mocarstwo – i stąd aż do Morza Śródziemnego – Austro Węgry. Śląsk jednak był tu cały czas…..nigdzie się nie ruszał. To do niego przyjeżdżano – po „czarne złoto”…. prawie jak na Alasce 🙂

Teraz Śląsk już się zmienia, ale jeszcze do mojej młodości „Cowiek widzioł cym dycho” (człowiek widział, czym oddycha). A to mówi samo za siebie. Oto fotka z lat, kiedy na świecie budował się Nowy Jork. W Paryżu pamiętano jeszcze echa słynnej wystawy światowej. Do USA i Argentyny zmierzała statkami wielka włoska emigracja.
A u nas w tym czasie było tak… (my, w swoim czasie mieszkaliśmy na końcu tej drogi i kawałek w lewo. Były tam kolejne kominy 🙂 )

Poniżej foto obecnej ulicy Fitznera – widać po lewej, na samej górze nasz budynek z 1895r. Na przeciw, po prawej – prawie niewidoczna willa Fitznera.

Na poniższym zdjęciu oznaczyłem balkon, który po 100latach mieliśmy zająć my – rodzina Makosz 🙂 Na przeciw willa Fitznera, z jej wieżą w stylu północno-afrykańskim.

Dla porównania – poniżej jedno ze szkockich, górniczych miasteczek – z tego okresu. Z mojej rodziny w swoim czasie – zaraz po wojnie – też ktoś wyjechał do Szkocji.

Aż chciałoby się powiedzieć „Szkocja/Ślonsk – jedyn pieron…….” (wszystko jedno). Swoją drogą – piękne jest światło słoneczne na tych starych fotografiach. Wybierano właśnie takie momenty. Inaczej zdjęcia by nie wyszły.
Poniżej Nowy Jork w tym samym czasie..


Jakże świeżo prezentują się na tym tle te dwie panie poniżej, na obrazie Vetriano……wow. Jak on bardzo szuka soczystości kolorów – wręcz łaknie tego. Robi to pewnie instynktownie. Brakowało mu tego. Kliknijcie sobie na ten obraz a otworzy się link do innych jego prac.
A oto film o jego pracy i historii – część 1/2.
Ja, podczas swoich prac robię nie mniejszy bajzel niż Vetriano. Maluję sproszkowanym grafitem i węglem. Używam do tego pędzli, palców, wiszerów. Tworzy się pobojowisko. Brudzę przy tym nieziemsko. Tak więc z węglem chyba całe życie będę mieć kontakt. Jak nie tak – to inaczej 🙂
Teraz wiecie już kto to jest Vetriano.
I na koniec ciekawostka. McDonalds postanowił w niektórych ze swoich placówek umieścić jego obrazy na ścianach – w formie fototapety. Teraz kojarzycie te łodzie, albo parę tańczącą pod parasolem na plaży ?….. właśnie 🙂 To on……
Miłego, niedzielnego popołudnia..
Jarek
Aha – a hajer to górnik – grubiorz – chop, kiery robi na grubie (kopalni) 🙂
Poniżej górnicy z Kopalni Siemianowice – pierwszy z lewej to mój ojciec.



