Kiedy tydzień temu zapowiedziałem, że napiszę tekst „Echa Śląska” – nie spodziewałem się, że będę go pisał w okolicznościach tak różnych. Zamierzałem zrobić to tam, na miejscu – w Siemianowicach Śl. Ja jednak sam nigdy nie wiem, co zrobię za chwilę a co dopiero za tydzień….no i tak to już ze mną jest……
- Piszę więc z miejsca, gdzie chciałem być dawniej, w swoich marzeniach. Piszę stąd natomiast o tych miejscach, w których byłem wtedy. Tak więc, daje mi to możliwość spojrzenia z innej perspektywy na siebie samego, na swoje pragnienia, marzenia…..fantazje….
Postanowiłem opowiedzieć o moim spojrzeniu na Śląsk – miejsce, w którym się urodziłem, wychowałem i spędziłem większą część życia. Temat jest obszerny, więc na pewno nie chciałbym go zakończyć na tym wpisie. Dotknę natomiast jednego elementu – obrazu…..
Od dzieciństwa starałem się szukać piękna gdziekolwiek. Szukałem go nawet tam, gdzie pewnie nikt nie zatrzymałby się nawet na chwilę. Jako, że do ukończenia szóstego roku życia wychowywałem się w bardzo ograniczonym świecie i niewiele wiedziałem o tym, co jest na zewnątrz (niewiele też wiedziałem o ludziach – oprócz tych mi najbliższych) – bardzo dużo sobie dopowiadałem, „dowyobrażałem”. Świat rysowałem po swojemu. Wyłapywałem światło, dźwięki, zapachy. Wszystko niosło jakąś treść. Do dziś np. pewne dźwięki poruszają we mnie struny dawno zapomniane. Otwiera się wtedy jakby dawny wszechświat. Nie podejrzewałem nawet, że on ciągle we mnie istnieje. Jestem w wieku, w którym coraz więcej przypominam sobie rzeczy dawniejszych i odkrywam, jak wielkie mają one znaczenie w dalszym życiu człowieka. Jak często determinują nas podświadomie.
Teraz jednak opowiem o świetle, które jest podstawą obrazu. Kocham zwłaszcza ciepłe, popołudniowe światło słońca. Jest dobre,….. spokojne. Wydobywa nieprawdopodobną plastyczność ze wszystkiego, na co się położy. Cienie są długie,… bo słońce jest niżej. Tego typu efekt jest zwłaszcza wiosną, wczesną jesienią i w letnie, gorące popołudnia.
Z naszego domu, z ogrodem obserwowałem wtedy często wysoką, ceglaną ścianę. Cegły były niby czerwone. Jednak słońce robiło z nimi cuda. Raz były głęboko i soczyście czerwone, raz wesoło-marchewkowe, a kiedy indziej wręcz świeżo-pomarańczowe. Ponad tą ścianą było zaś piękne, błękitne i bardzo głębokie niebo. To zestawienie ściany z niebem i mocnym słońcem – to były trzy elementy, które budowały moją pierwszą kompozycję. Nie potrafię tego chyba lepiej opisać, ale uczucia których doznawałem były niezwykłe. To był spokój, połączony z pewnością, że czeka mnie za chwilę coś dobrego…..
Jak można zachwycać się zwykłą, ceglaną ścianą ?…….. Ja mogłem. Na tym zdjęciu, pomimo, że jest czarno – białe jest podobny klimat, jak z moich wspomnień.

Nawet dziś, kiedy widzę podobne ściany – zatrzymuję się i patrzę w niebo… Robię czasem takie oto fotografie…

Śląskie cegły są niezwykle plastyczne i ciepłe…. Może to śmieszne, co piszę, ale tak jest. Ja to wiem. W niepogodę są szare i zakurzone od węgla. W piękny dzień oddają z siebie wszystko… Ta ściana też mnie zaciekawiła i zrobiłem zdjęcie.

Jeden z pierwszych pięknych obrazów, jakie widziałem to zachód słońca na horyzoncie, z szybem górniczym w tle. Dziadek zabrał mnie na wielkie pole zboża. Na pierwszym planie miałem jego kłosy….a w oddali szyb i kościół. Słońce było wręcz czerwone. Słyszałem ciche stukanie pociągu z węglem. Cykały świerszcze. Dziadek miał na sobie bardzo białą koszulę i kapelusz. Patrzyliśmy w to słońce w milczeniu. Niestety nie znalazłem bardzo podobnego zdjęcia, bo na poniższym brakuje zboża i kościoła. Kolor nieba jest jednak podobny. W tym zdjęciu jest ta sama święta cisza….
Od zawsze byłem ciekawy tego co jest dalej – za horyzontem. Kiedyś wymyśliłem sobie, że wskoczę do towarowego pociągu i pojadę w świat 🙂 Nie mogłem jednak zrobić więcej niż wskakiwać na gapę do różnych autobusów i jeździć do końcowych przystanków – tam i z powrotem. To był najtańszy sposób na poznanie „świata”. Wbrew pozorom – bardzo dużo wtedy zobaczyłem ciekawych rzeczy.
Poniżej rampa kolejowa przy Hucie Jedność, gdzie planowałem wskoczyć kiedyś nad ranem do pociągu 🙂

Musiałem jednak trochę poczekać, aż dorosnę. Ledwie dali mi pierwszy paszport w znowu wolnej Polsce (w 90r) – pojechałem od razu…..do Paryża. Marzyłem o tym. Do Francji mam wielki sentyment. Spotykały mnie tam zawsze dobre rzeczy.
Tam jest lekkość, przestrzeń, pogoda życia, beztroska….życzliwi ludzie. Zapach miłości jest wszędzie. Tacy oni są. Mam z nimi dużo wspólnego.
Kiedyś często jeździliśmy na Lazurowe Wybrzerze. Prawie każdy wolny weekend spędzaliśmy nad morzem. Z Turynu mieliśmy blisko. Potem już tylko co 2-3 lata. Zawsze brakuje mi tego miejsca…..kiedy dłużej mnie tu nie ma.
Nigdzie indziej chyba, jak tylko tutaj – można spotkać tak wielu mężczyzn w błękitnych koszulach 🙂 Są z tej samej bajki co ja 🙂 Kiedy tu przyjadę – zauważam to od razu.
Uwielbiam tutejsze słońce. Jest dokładnie takie, jak sobie wyobrażałem kiedyś, oglądając jako dziecko filmy z żandarmem z Saint Tropez, w naszym Siemianowickim, małym kinie. Wiedziałem to wtedy i wiem to też dzisiaj. Sprawdziłem to doświadczalnie 🙂
Poniższe zdjęcia zrobiłem przedwczoraj. Udało mi się na nich uchwycić błękit tutejszego nieba i moc słońca na ścianie budynków. Jest bardzo ciepło.

Idąc promenadą zauważyliśmy puste niebieskie krzesło. Jakże charakterystyczny obraz dla tego miejsca (jest ich tu wiele na promenadzie – najczęściej przy dużym słońcu – ludzie zabierają je pod palmy, które mamy za plecami)….zrobiłem z zachwytu foto tej biało-błękitności.

Tak na marginesie – to jestem też miłośnikiem posterów z tamtych stron. Tak tych starych – z lat 20-tych i 30-tych, jak i nowych. Kolory, jakich się do nich używa i gra światłem są absolutnie unikalne.




Jak widać jestem chłonny kolorów. Mimo tego, że sam maluję na sucho grafitem w czerni i bieli. Rozmazuję go palcami i pędzlami – dotykam papieru i wyobrażam sobie światło….kolory. Pozostawiam też ich doobrażenie sobie odbiorcy. Każdy z nas ma swoją wyobraźnię i dopisuje sobie dokładnie to, co jest w nim samym. Mnie, w moich pracach – zawsze chodziło o powiedzenie jak najmniej i jak najprostszymi środkami, tak aby to odbiorca dopisał resztę…
Tę samą błękitność co na francuskiej riwierze znalazłem kiedyś w obrazie Jacka Vettriano – „Bluebird at Bonneville”. Podziwiałem ten obraz. Widać w tej pracy jego „złaknienie świeżości koloru”. Co ciekawe, Vetriano był szkockim górnikiem. Oglądałem filmy o nim i ich szkockie dzielnice miały dużo wspólnego z naszymi – śląskimi. W dni niepogodne – szarość i węglowość. W dni słoneczne pewnie wszyscy patrzyli do góry – w błękit i szukali światła. Tęsknota za światłem i kolorem była widać także u niego – przeogromna.



Kolory są cudowne ! To dlatego ja, dziecko ze śląskiego krajobrazu – tak bardzo za nimi tęskniłem i szukałem tego wszędzie. W tych obrazach to znajduję. To tak, jakbym spragniony w upalny dzień napił się chłodnego, pomarańczowego i świeżo wyciskanego soku…..cudowne uczucie.
———————————————–
Saint Tropez jest tak blisko – ledwie 1,5 godziny jazdy. Jednak teraz znowu do niego nie dojadę. Byliśmy tam tylko raz – w nocy i powiedziałem wtedy, że przyjedziemy w dzień, bo tak będzie najpiękniej. Uległem wczoraj wypadkowi w wodzie i skończyłem na pogotowiu. Szyli mi nogę. Odpłynąłem trochę za daleko od brzegu i przy dużej fali rzuciło mnie na wystające skały. Jednak dopłynąłem szczęśliwie z powrotem i teraz muszę siedzieć na miejscu w naszej willi – z nogą wysoko.
Siedzimy więc w Cannes, czytamy i jemy śródziemnomorskie sałatki. Do tego zagryzamy soczyste, chłodne melony i jak zawsze tutaj bagietki (taki tu jest zwyczaj). W gorące dni smakują świetnie. Pijemy zimne Rose i słuchamy szumu fal.
Willa ma wyjście wprost na morze. Cicho tu i dobrze.

Panuje tu klimat jak z filmu „Dobry Rok” Ridley’a Scott’a.

Właścicielka uwielbia, kiedy porównuje się to miejsce z tym filmem, ale naprawdę tak jest. To budynek z połowy 19 wieku, budowany w kolonialnym – trochę marokańskim stylu. Wyłożony kolorowymi mozaikami……Jest taki wewnątrz jak i na zewnątrz. Czuje się tu historię.

Przyjeżdżał tu kiedyś Jacques Cousteau (legendarny badacz mórz i oceanów) – jako, że jest tutaj szkoła płetwonurków od bardzo wielu lat. Siedzimy z nimi na tarasie wieczorem. Po swoich wieloletnich doświadczeniach pod wodą mówią np. takie rzeczy:
- „wszystko jest nam dane tylko na czas życia – nic nie jest nam dane na zawsze”.
- ” powinniśmy szanować to, co dała nam matka natura. Nie jesteśmy jej wdzięczni”.
- „dopiero pod wodą czuć prawdziwą potęgę natury. Tu, na lądzie mamy dopiero jej część”
Jacques Cousteau

Fajnie jest tego słuchać. Nigdy nie robiłem tego co oni i pewnie nigdy nie będę.
Znam natomiast dobrze „błękitną płytę” JMJ (Jean’a Michele Jarre) o tytule „Waiting for Cousteau”. Kiedy przyjechaliśmy do katowickiego Spodka, przed koncertem cały budynek wypełniony był dźwiękami tego cichego fortepianu, jakby zatopionego w bezkresnym oceanie. Płyta magiczna……
———————————————-
Tymczasem wysokie upały są tak w Polsce, jak i tu. Tyle, dzięki bliskości morza – inaczej się to odczuwa.
Rozleniwienie więc błogie………beztroskie……i można słuchać np. muzyki z filmu „Good Year” 🙂
Ostrzegam – jeżeli ktoś już widział ten film, to ta niepozorna melodyjka wpada tak w ucho, że będzie was kołysać delikatnie całe popołudnie 🙂
I kolejny szlagier z tego filmu – w sam raz na olewanie wszystkiego w ten gorący dzień….. 🙂 Jeżeli ktoś zna film – wie, w jakim momencie był ten podkład – niezapomniane 🙂 🙂 🙂
Kiedyś podjechaliśmy do kina na ostatnie 15min filmu.
Poprosiłem o dwa bilety. Bileterka mówi:
– Przecież film się kończy. Wie Pan o tym ? – pyta mocno zadziwiona.
– Ależ oczywiście, że wiem – odpowiadam z uśmiechem, kłaniając się wprost do okienka – zdążyliśmy jeszcze przynajmniej na tę scenę – dorzucam – znam ją i wiem, że warto.
Tik Tak Tik Tik – piękna, wieczorna scena „kina w kinie”….open air
Jest dostępny też i trailer – ale nie oddaje on idealnie nastroju filmu, dlatego go nie zamieszczam. Trzeba zobaczyć koniecznie cały film.
Tak więc z poziomu tarasu obserwujemy sobie teraz ogród, basen, mnóstwo egzotycznych roślin. Nocą te rośliny pachną nieprawdopodobnie. Nocą też para młodych Francuzów wchodzi do basenu. Ona i on…w świetle księżyca. Dobrze wiedzą, że tu siedzimy i pijemy wino a jednak to robią……Życzę im szczęścia – z całego serca.
Dziś już wiem, że to miłość sprawia, że każde miejsce jest piękne. Bez niej życie nie miałoby dla mnie sensu….
Cannes/czerwiec 2019

