Born to be wild…..

Od paru dni obserwuję życie w Brighton. To miasto ma ponad 150 tys. ludzi. Jest całkiem niemałe. Nie bez powodu Anglicy mówię na nie czasem London on See. Architektura jest tu tak różna, że czasem jest to Londyn a czasem nadmorski kurort. Główny deptak przypomina mi te z Lazurowego wybrzeża… Tylko w Środku palm brakuje. Siedzę teraz na Fish and Chips i rozmyślam… obok mam hotele Grand i Hilton a na wprost West Pier i najwyższą a wieże widokową na świecie i360. W Hali koncertowej tuż obok na światowe wody wyplynęła ABBA z utworem Waterloo, w konkursie Eurowizji.

Do Brighton z Londynu można podjechać w pół godziny a więc mniej więcej tyle ile miałem z Ustronia do Bielska, albo też połowa drogi z Ustronia do Siemianowic ??. A więc prawie nic. Ledwie ruszysz i włączysz radio a już jesteś. Londyńyczycy przyjeżdżają tu na potęgę… Zwłaszcza w weekendy i słoneczne dni. Bawią się w tutejszych lokalach, siedzą do rana w pubach, słuchają muzyki. Właśnie… ta miłość do muzyki jest tu widoczna wszędzie. Dwa dni temu obok mnie w pubie chłopak tak zagrał na gitarze…ze bylem pod ogromnym wrażeniem. Ich gust muzyczny jest naprawdę wysoki. Włosi maja najlepsza kawę ba świecie a Brytyjczycy muzykę… Tak to czuję. Tu na każdym kroku jest sztuką.  Brighton jest znane jako miasto artystów i ludzi wolnych… tak czytam w przewodniku…

Kiedy kładę się spać.. to bywa, że przyjdzie wiatr tak silny, że wydaje mi się że jestem na środku morza w czasie sztormu…zastanawiam się, czy mój mały pokoik na ostatnim, piątym piętrze to wytrzyma ? wszystko na zewnątrz trzeszczy i wydaje się że zaraz się rozleci.. Wskakuję pod gorący prysznic a potem pod kołdrę. Słucham wycia wiatru nad La Manche, od oceanu… długo w noc.. A potem zasypiam. Błogo tu jest…

Rano budzą mnie mewy, które zaglądają do mojego mansardowego apartamentu. Chodzą sobie po murku.

Widok z mojego okna na molo… PIER…