
Nie każdemu los daÅ‚ po równo. Każdy z nas ma swój wÅ‚asny, wewnÄ™trzny Mount Everest. Czy powinniÅ›my innych porównywać do siebie – a siebie do innych?
A może jesteÅ›my bardziej jak pÅ‚ywacy, którzy pÅ‚ynÄ… po swoim torze – każdy niezależnie. Nabieramy tylko powietrza i machamy rÄ™kami, dajÄ…c z siebie wszystko.
A to, czy dajemy wÅ‚aÅ›nie wszystko, to w swojej uczciwoÅ›ci – wiemy tylko my sami i Dobry Bóg.
Jakie to ma znaczenie, że ktoÅ› nas wyprzedza, albo jest za nami ? Sami wiemy, czy stać nas na wiÄ™cej, czy tylko oszukujemy – najpierw innych, a tak naprawdÄ™ na koÅ„cu samych siebie – marnujÄ…c wÅ‚asny potencjaÅ‚. Ilu ludzi tak go marnuje na wÅ‚asne życzenie ?
NaprawdÄ™ mamy tylko jedno do zrobienia w życiu – bycie ludźmi. Wszystko inne jest przy okazji.
————-
Kiedy miaÅ‚em z dziesięć lat poznaÅ‚em chÅ‚opaka, który przychodziÅ‚ czasem na ogródek dziaÅ‚kowy naprzeciwko ogródka mojego dziadka. Ewidentnie pochodziÅ‚ z biednej rodziny, gdzie byÅ‚y jakieÅ› problemy. Prawdopodobnie alkohol. Ubrany byÅ‚ marnie. Nie mówiÅ‚ też zbyt wyraźnie. RozmawialiÅ›my czasem. ByÅ‚a w nim jakaÅ› niezwykÅ‚a radość życia i potrzeba kontaktu, jakieÅ› akceptacji. MówiÄ…c – ciÄ…gle siÄ™ przy tym uÅ›miechaÅ‚, przyglÄ…dajÄ…c mi siÄ™ uważnie i niecierpliwie.
Słuchałem jego dość dziecinnych opowieści.
SÅ‚yszaÅ‚em od kogoÅ›, że chodzi do „Dziewiony” (SzkoÅ‚a specjalna nr 9). Kiedy ktoÅ› chciaÅ‚ komuÅ› ubliżyć do koÅ›ci, mówiÅ‚ mu, że jest Daunem, albo że jest wÅ‚aÅ›nie z „Dziewiony”.
Tak wiÄ™c znaÅ‚em chÅ‚opaka z „Dziewiony”. Samo to, że z nim rozmawiaÅ‚em powodowaÅ‚o uÅ›mieszki drwiny u paru moich rówieÅ›ników, palÄ…cych czasem fajki na pobliskiej Å‚awce.
PamiÄ™tam też, że on pochodziÅ‚ z Komunki (ul. Komuny Paryskiej – od lat jedna z najbiedniejszych ulic w Siemianowicach ÅšL.).
Kiedyś bardzo podekscytowany zawołał mnie, żeby pokazać mi co napisał kamieniem na ścianie garażu. Zależało mu bardzo , żebym to zobaczył wręcz natychmiast. Poszedłem z nim. Doszliśmy wreszcie do czerwonej ściany garażu.
PokazaÅ‚ mi z dumÄ… palcem – niewielki napis. To byÅ‚ koÅ›lawy wyraz,….. zÅ‚ożony z czterech, bardzo nierównych liter. Tak nierówno piszÄ… dzieci w pierwszych tygodniach szkoÅ‚y podstawowej. On tymczasem byÅ‚ starszy ode mnie o rok. MiaÅ‚ wiÄ™c jedenaÅ›cie lat. Ja czytaÅ‚em w tym czasie książki Alfreda Szklarskiego, komiksy… i Tygrysy.
Nastała dziwna cisza. Do dziś dobrze pamiętam ten moment.
Mój kolega patrzyÅ‚ na mnie, szeroko uÅ›miechniÄ™ty. PamiÄ™tam jego blond wÅ‚osy i wesoÅ‚e niebieskie oczy, które teraz nerwowo czekaÅ‚y na mój ostateczny werdykt….
A ja nie wiedziaÅ‚em,…. co mam powiedzieć. Nie wiedziaÅ‚em, co mam zrobić…..StaÅ‚em tylko zawstydzony.
– Fajne -……. powiedziaÅ‚em w koÅ„cu cicho.
Czułem, że mimowolnie do oczu napływają mi powoli łzy. Nie chciałem, żeby to widział. Spuściłem więc lekko głowę.
Na Å›cianie napisaÅ‚ sÅ‚owo…. „Mama”.

