„Port Gliwice – tekst poprawiony 25.11.20”

Dziś stąd wyjadę….Jest piękna pogoda, więc jak to lubię robić, …otwarłem szeroko okno. Świeże powietrze wpada do środka. Słońce mam na wprost siebie. Mocno ogrzewa mi twarz. Jest ostatni dzień października… sobota.

Dobrze mi tu było. Będę to miejsce mile wspominać.
Jak w każdym innym, w którym kiedyś żyłem – czegoś się tu w Gliwicach nauczyłem i coś się we mnie jednak zmieniło. W moim przypadku była to zmiana pozytywna. Dużo tu pracowałem – w tym małym pokoju. Przeorganizowałem także swoje metody pracy. Zweryfikowałem priorytety i znacznie zwiększyłem swój poziom koncentracji. Usunąłem rzeczy zbędne i skupiłem się na naprawdę ważnych.

I kto by pomyślał – po tylu latach, tylu różnych drogach, wydarzeniach – życie zaprowadziło mnie tu, gdzie kiedyś studiowałem. Myślę, że to nie było bez znaczenia.

Kiedy przyjechałem do Gliwic – wskutek zawieruchy obecnych czasów,  jak i moich wcześniejszych doświadczeń, to tu zastanawiałem się mocno nad tym…. – co dalej.

Rzuciłem swój marynarski worek pod kaloryfer. Rozejrzałem się po pokoju. W okna świeciło słońce.

Więc to tu jest moje nowe miejsce ? – pomyślałem – klejne po kolejnym….

Nowa praca, nowi ludzie, itd………. Nie nadążam.

Siadałem w tym samym miejscu na łóżku… wklejony w róg pokoju. Siedziałem tak czasem jeszcze w mojej angielskiej, dżinsowej kurtce i nasłuchiwałem pociągów. Nawet jej nie zdejmowałem – tak, jakbym zaraz miał stąd wyjść….Potem przyzwyczajałem się powoli jednak ją zdejmować. Nauczyłem się też wypakowywać rzeczy ze swojego worka,. Ciągle jeszcze miałem poczucie, że za chwilę będę się musiał zbierać.

Próbowałem ochłonąć po tym, co się działo w ostatnich miesiącach. Po Anglii i wielu innych trudnych zdarzeniach.

Dostawałem jeszcze tutaj przez długi czas powiadomienia o pracy na oceanicznych Cruiser’ach… – z portu w Southampton., gdzie też złożyłem swoje CV. ……Kiedyś wieczorem wyłączyłem potem te powiadomienia. Nie zdołałem dotrzeć do Southamp, chodź byłem tak bardzo blisko. Miałem tam jechać za 2 dni…. Do miejsca z którego wypłynął Titanic…. Stwierdziłem, że skoro życie zmienia mi wszystko o 180 stopni – zrobię teraz to, co gdzieś było we mnie podświadomie.

….ale to pandemia zmieniła wszystko.

.

Gliwice Łabędy – pociągi przejeżdżają tu często. Ich dźwięk niknie potem w oddali….Pociąg to dla mnie synonim podróży.

Pewnego jednak razu,  goląc się rano – usłyszałem z łazienki inny dźwięk. Inny niż syrena pociągu.

Statek ? …… – przyszlo mi przez myśl.

Zaraz za linią kolejową jest kanał Gliwicki i port… Kto by pomyślał, port w środku aglomeracji Śląska….Nieprawdopodobne.

Wykorzystywano go do transportu węgla. Stworzono go tuż przed wojną i służy do dziś.

Przecież stąd można dopłynąć do Odry, a potem do Bałtyku……a potem….mhmm….., właśnie –  do …..Southampton.

.

Łóżko, które tu mam – przypomina trochę te, które znam z morskich promów.  Jest nad nim mała lampka, tuż nad poduszką. Taka do wieczornego czytania, albo przeglądania notatek. Kiedy o tym myślę, to mam wrażenie, że cały pokój lekko się kołysze…..

To tylko życiowy sztorm, który trwa już od jakiegoś czasu….Kiedyś jednak przeminie – wiem to. Wiele się w życiu zmienia, ale to kim jesteśmy – to nasz prawdziwy kapitał.

.

Spędziłem tu dużo czasu sam.  Samotność była tutaj dla mnie rzeźbiarskim dłutem charakteru. Byłem sam – prawie jak mnich w klasztornej celi. Tak, to porównanie najlepiej oddaje ten czas.

Poprzestawiałem sobie proste meble tak, żeby mi było wygodnie i dobrze podczas pracy, ćwiczeń, rysunku…
Lustro służyło mi za sztalugę malarską… Pracowałem przy nim porozbierany w gorące, letnie dni… Pod ręką miałem zawsze sporo czystych kartek do pisania. Wszystkie te proste przedmioty znalazły tutaj z czasem swoje unikalne miejsce.

Instynktownie zacząłem pracować nad zmianą siebie. Chcę lepiej zarządzać swoją energią, czasem, umiejętnościami. Ustaliłem, co i w jakiej kolejności będę zmieniał. Zacząłem od zwiększenia ilości snu i poprawy jego regularności. Kolejnym krokiem była poprawa jakości oddychania. Sen, powietrze, czysta woda. Proste, ale pożywne posiłki, powrót do regularnych ćwiczeń – nawet w pokoju.

Uczę się intensywniej tego, jak każdego dnia być choć trochę lepszym. Myślę o błędach, które popełniłem i staram się unikać kolejnych…- podejmować lepsze decyzje.  Przygotowałem szczegółowy i przede wszystkim realny plan tego co i jak chcę teraz robić.

Wreszcie postanowiłem całkowicie przebranżowić się zawodowo. Wiem dokładnie, co chcę zrobić – i realizuję to systematycznie dzień po dniu. Moja wizja siebie od dawna nie była tak jasna. Odsunąłem też od siebie także wszystko to, co czasem odciągało mnie w bok, zamazując mi obraz. Czasem byłem jak młody pies, który co chwilę gdzieś przystaje, bo akurat coś go zainteresowało. Zmieniam się jednak. Jestem na to gotowy.

Droga życia nie musi oznaczać przemieszczania się. To przede wszystkim podróż wewnętrzna. To rozwój i dojrzewanie.

Myślę, że dobrze wykorzystałem czas, jaki był mi tu dany.

.

.

Mija dokładnie pół roku, kiedy przyjechałem do Gliwic.

Zaraz włożę swój śpiwór do worka, zarzucę go na plecy i…. wyjdę.

Słońce jest już coraz niżej, ponad budynkiem na wprost. Wiosną i latem… zachodziło daleko bardziej na prawo …Tyle pięknych zachodów słońca tu widziałem. Zapamiętam je, ….bo były … niezwykłe.

Dużo się tutaj nauczyłem – także o sobie. Myślę, że to mi się bardzo przyda na mojej dalszej wewnętrznej drodze….

Popatrzyłem na ścianę, o którą się opieram. Jest na niej miły,  ciepły odblask słońca. Taki znajomy i bliski…

 

Gliwice, Hotel Łabędy 31.10.2020, pok. 328…(ostatni na końcu korytarza, po lewej stronie, na ostatnim piętrze. To miejsce ma w sobie coś dobrego).

Jarek