„Sen o tangu”

Zasypiając……wydało mu się, że jest na wielkiej sali.

Bez muzyki,

bez innych par,

bez świateł wielkich żyrandoli – ….tylko lekki półmrok.

 

Dotknął jej dłoni i uniósł lekko w górę, na wysokość ust. Drgnęła niespodziewanie.

Objął ją ramieniem i powoli, bardzo delikatnie, ale jednocześnie bardzo stanowczo – przyciągnął do siebie.

Stali tak chwilę w bezruchu, wsłuchując się w swoje ciche oddechy. Czuł pulsującą w skroniach krew. Puls bił mu coraz mocniej.

Poprowadził ją za sobą pierwszym krokiem w tył. Odpowiedziała całym ciałem. Zawiesił  ten ruch na moment. Ten jeden krok wystarczył, żeby zrozumieli kim są. Tak niewiele,…… ale  wystarczyło.

Jeszcze mocniej ją do siebie przycisnął i teraz już ruszył zdecydowanie do przodu. Mocno i stanowczo. Odpowiadała na najmniejszy ruch, skręt, suspens – idealnie i synchronicznie. Czytała go, jak książkę.

Skąd tak dobrze go znała ?

Kolejne ruchy nie potrafiły kłamać. Oboje dużo przetańczyli i każde z nich mogło zrobić na parkiecie to, czego naprawdę pragnie. Wykonali Paso Cruzado, potem Media Luna. Potem on wykonał kilka Lapiz, nie spuszczając jej jednak z oczu. Wrócili znów stojąc naprzeciw siebie i teraz ona  nieoczekiwanie postanowiła go sprawdzić……

Zaczęła mu się nieznacznie opierać, wymuszając na nim coraz to bardziej zdecydowane posunięcia. Celowo prowokowała i igrała z nim, ale nie miała szans. Bawiło ją to jednak – doskonale to wiedział. Nawet gdyby teraz tego chciała – nie wyzwoliłaby się już z jego ramion. Za późno. Była jego. Nie zamierzał jej wypuścić. Niepokornie próbowała udawać, że się wymyka jakby z kolejnych figur, jakie wprowadzał. Celowo je opóźniała, albo odchodziła za daleko od osi. To był rodzaj kobiecego flirtu, żartu. Tak to odbierał. Pozwalał jej na to momentami a potem szybko sprowadzał z powrotem do siebie. Później czuła już tylko jego silną i niewzruszoną dłoń na swojej łopatce. Miała odrobinę luzu, żeby oddychać, ale nie miała najmniejszej możliwości cofnąć się do tyłu.

Kiedy rozpoczynali następne okrążenie sali – zrozumiała, że lepiej już zakończyć tę zabawę. Panował nad nią całkowicie. Teraz w słodkim odwecie wykonywała na jego niemalże żądanie – jedno Boleo po drugim. Robiła to mimowolnie. Doskonale wyczuwał balans jej ciała i z krótkimi przerwami wprawiał ją w skręt, zmuszając do do wyrzucenia nogi w tył. Po jednym z nich pociągnął ją gwałtownie za sobą. Wystraszyła się, tracąc równowagę. Jęknęła. Stopy miała skrzyżowane. Była całkowicie i bezradnie zawieszona na nim. Zrobił to celowo. Zatrzymał jednak na moment tę bardzo ryzykowną Volcada, w jej najgłębszym punkcie. Całym swoim ciężarem napierała na jego klatkę piersiową a on nawet nie drgnął. Dopiero teraz poczuła naprawdę jego siłę. Mógł z nią zrobić wszystko. Już to wiedziała i to jej w zupełności wystarczyło. Już dość tej zabawy. Zdominował ją całkowicie. Zrozumiała bardzo głęboko,……. kto prowadzi. Uznała to. Gra skończona.

– Dość – powiedziała cicho – przestań…..

Trzymał ją jeszcze przez chwilę, zanim odstawił nogę w bok i sprowadził ją z powrotem do pozycji pionowej. Po krótkiej serii kroków w przód i w bok, skręcił ją do Castigada a potem już nawet nie wiedząc kiedy – siedziała na jego udzie. Prawie jak na ławce. Przez chwilę łapała oddech.

– Boże, co ty ze mną robisz ? – zapytała, patrząc na niego zdziwiona, szeroko otwartymi oczyma, jakby chciała odgadnąć, kim jest.

Chwycił ją po chwili w ramiona i przeniósł lekko na drugie udo. Zsunął po chwili delikatnie w dół i dotknęła wreszcie stopami parkietu. Zdała sobie sprawę, że od dłuższej chwili prawie go nie dotykała.

.

Od teraz, ich taniec był już zupełnie inny. Zwolnił, uspokoił się, wyciszył. Ona stała się nagle uległa a on niezwykle delikatny – wręcz czuły. Choć wciąż bez muzyki, to jednak tańczyli trzymając się jakiegoś mistycznego taktu. Patrzyli na siebie w tych coraz większych ciemnościach. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Jej oczy odbijały resztki światła, jakie było jeszcze wokół. Słońce już dawno zaszło i teraz każda kolejna minuta zabierała im wręcz gwałtownie obraz siebie samych. Przylgnęli do siebie jeszcze mocniej, choć już zupełnie inaczej. Teraz ona czuła się bezpiecznie a on troszczył się o każdy jej krok. Dbał o nią a ona wyraźnie to czuła. Jego ruchy były płynniejsze. Słuchał teraz tego, co ona ma do powiedzenia. Zaczęła wreszcie proponować swoje rozwiązania.  Otwarła się przed nim. Czekał cierpliwie, kiedy wykonywała swoje ozdobniki. Patrzyła mu głęboko w oczy i wypatrywała sygnałów zniecierpliwienia. Jednak ich nie było. Czekał, zastygły w jednej figurze i pozwalał jej dokończyć. Poczuła właśnie teraz całą satysfakcję z tego tanga. Teraz ona była panią sytuacji. W zupełnie inny sposób. Subtelny, słodki, uwodzicielski i prawdziwie kobiecy. Teraz to ona panowała nad nim. …….

Dwie różne energie – męska i kobieca. Dwie różne istoty, uzupełniające się nawzajem. Dwa różne żywioły, nie mogące bez siebie nawzajem istnieć. Od wieków – tak samo.

Zaczęli się nieoczekiwanie nawzajem inspirować. Jego propozycje spotykały się z zaskakującymi odpowiedziami z jej strony i odwrotnie. Nareszcie zaczęli naprawdę tańczyć, wspólnie tworzyć i cieszyli się tym – z każdą chwilą coraz bardziej. Uzupełniali się wzajemnie. Ich taniec stawał się pochwałą życia.  Wcześniej rozedrgane oddechy wchodziły teraz w coraz większą harmonię i stawały się jednym. Czuł, że coraz bardziej wtapia się w niego i coraz bardziej rozpada w jego ramionach. Były dostatecznie mocne, by ją unieść ponad parkiet, jeśli trzeba byłoby dalej tańczyć z nią w ten sposób. Twarz schowała w jego piersiach i oddychała miarowo. Dalej już tańczyła z zamkniętymi oczyma. Wdychała jego zapach a on całował jej włosy.

W całkowitych ciemnościach czuł ją teraz jeszcze mocniej…

Obudził się…..

Jeszcze przez chwilę miał ją dalej w ramionach. Dalej ją czuł. Dalej czuł jej włosy w swoich wargach. Jak to możliwe ?

Było jeszcze ciemno. Wyjął arkusz papieru i zaczął rysować. Czuł, że chce to zrobić teraz, od razu. Mocnymi i zdecydowanymi pociągnięciami ołówka chciał oddać emocje, jakie między nimi powstały. Nie było zbędnych ruchów i rysunek powstawał bardzo szybko -…..mocno.

Zatrzymał się dopiero na jej twarzy. Palcami zaczął gładzić jej policzki, rozmazując bardzo delikatnie miękki grafit. Robił to powoli i uważnie, prawie nabożnie. Uważał bardzo, żeby jednym nierozważnym ruchem nie zepsuć wszystkiego. Wiedział, że jeden niewłaściwy ruch, jedno muśnięcie jego dłoni po jej policzkach i jej ulotne piękno zniknie. Wiedział to i bardzo pragnął ukazać ją właśnie taką, jaką ją zapamiętał……

.

.

Rysunek był gotowy.

Była 5.00 rano. Wciąż ciemno. Wstał i zrobił sobie espresso.

– Skąd taki sen ? Tak teraz właśnie. I taki w całości, …….jak film ? – pytał w myślach siebie –…………… Może powinienem zacząć tańczyć tango – uśmiechnął się lekko, pijąc kolejny łyk mocnej kawy……….

rozpadła się w jego ramionach……….
pierwsze spojrzenie…..