„Tołstoj i ciemna, zimowa noc…”

  • Tołstoj powiedział kiedyś „Miłość rozumiem jako najwyższe dobro”. 
  • Dało mi to mocno do myślenia….Czułem w ten sam sposób. Kiedy kochamy – jesteśmy dobrzy,…. chcemy dobra drugiej osoby,…. dbamy o nią i chcemy żeby była szczęśliwa. Nie zagarniamy jej jednocześnie dla siebie… Nie ograniczamy jej swobody i nie próbujemy kształtować. Chcemy jej jedynie pomóc wzrastać i stać się tym, kim stać się powinna. Ale to ona sama wie najlepiej kim być powinna – nie my …. (ale to już wszystko moje przemyślenia – Tołstoj mnie jedynie inspiruje ?).

Kilkanaście lat temu, na początku naszego pobytu w Ustroniu, wypożyczyłem w naszej bibliotece książkę „Dzieciństwo, lata chłopięce i młodość”…. mało znaną książkę Tołstoja. Czytałem ją wtedy w Ustrońskich kawiarniach, na przemian z naszymi rozmowami z Iwoną, które tak bardzo lubiliśmy zawsze. Życie spędzaliśmy w kawiarniach wtedy -…. przez lata całe. I było nam z tym cudownie. Ale wracając do Tołstoja, to opisuje on w tej książce historie, które miały duży wpływ na jego życie. Bardzo wcześnie stracił rodziców. Wychowywany przez krewnych pomiędzy Moskwą i Petersburgiem, blisko najbogatszych rodzin tamtejszej Rosji. Otrzymał znakomite wykształcenie. Znał francuski, angielski i niemiecki. Uczyli go nauczyciele z zagranicy. Poznawał książki wielkich autorów. Pomimo jednak życia wśród arystokracji, był bardziej jego obserwatorem niż uczestnikiem. Znał je, ale nie imponowało mu one. Imponowała mu natomiast prostota życia zgodnego z naturą. Uważał, że o wiele bliżsi prawdy życia są chłopi. Ludzie żyjący ze swojej codziennej, ciężkiej – ale dobrej pracy. Praca według Tołstoja – kształtuje człowieka etycznie.

Uderzyło mnie w tej książce między innymi to, to, że napisał w niej, że gdyby mógł zmienić w sobie tylko jedną rzecz – chciałby być piękniejszy fizycznie. On sam uważał siebie za nieatrakcyjnego mężczyznę. To go bolało gdzieś bardzo wewnętrznie, ale też ten ból prawdopodobnie w jakiś sposób go także kształtował. Nie wiem, dlaczego był dla siebie tak krytyczny, ale być może wskutek jakiegoś braku akceptacji,….. albo dawnego odrzucenia. Kto wie?

Pisał o zachwycie prostym i naturalnym życiem. Nie dążył do posiadania. Szukał natomiast wartości. Zanim doszedł do takich wniosków sam się kiedyś pogubił.  Prowadził hulaszcze życie, uprawiał hazard… Zrozumiał jednak pustkę takiego postępowania. 

Tołstoj był bezkompromisowy w swoich poglądach. Na koniec życia chciał rozdać swój majątek chłopom. Popadł przez to w konflikt z rodziną. Wcześniej popadł w konflikt z państwem a nawet z Cerkwią Prawosławną. Krótko mówiąc ze wszystkimi. Ciągle był jednak sobą i szedł drogą, w którą wierzył.

W swoich powieściach sięga do psychiki postaci. Pełne są one ludzkich słabości, gwałtownych uczuć, namiętności …. wszystkiego tego co nas tworzy od stuleci. Nie osądza jednak, nie krytykuje, nie poucza. W zamian za to współczuje i w każdym dostrzega człowieka – nawet w pozornie negatywnych charakterach. Dlatego jego dzieła są ponadczasowe i wciąż zachwycają. 

Był wielkim humanistą. Chciał poprzez sztukę sprawiać by ludzie stawali się lepsi. W sztuce nie dopatrywał się jedynie wartości estetycznych, ale także znacznie, znacznie głębszych.

Znamy go jako pisarza grubych powieści z rosyjskimi salonami w tle. To jednak o wiele za mało by powiedzieć kim był Tołstoj. Zaimponował mi tym, że w ciągu swojego życia zrobił tyle dobrego jako człowiek. Był założycielem wiejskich szkół, jak i wiejskim nauczycielem. Pisał bajki dla dzieci. Pracował z chłopami w polu. Hrabia z kosą w ręku, pracujący w lnianej koszuli, jak wszyscy. To był ktoś znający głęboko życie i jego prawdziwą wartość.

Z ciekawostek można wspomnieć to, że był wegetarianinem a także zapalonym miłośnikiem ćwiczeń fizycznych. Niech nikogo nie zmyli jego długa broda. To był bardzo żywotny człowiek. Kochał muzykę. 

Odszedł w czasie podróży. Pewnej zimnej, listopadowej nocy wyjechał z domu….. a potem wyruszył pociagiem dalej.  Źle się poczuł w trakcie tej podróży i musiał po jakimś czasie wysiąść. Na niewielkiej stacji, jej naczelnik wraz z żoną udostępnili mu swoje mieszkanie. Ugościli samego Lwa Tołstoja tym co mieli. Zachorował na zapalenie płuc. Ta stacja była końcem jego życiowej drogi. Dziś to niewielkie miasteczko nazywa się po prostu Lew Tołstoj. Od wielu lat miłośnicy jego twórczości odwiedzają to miejsce, podobnie jak i Jasną Polanę – jego rodzinny dom.

Żył prosto, czuł prawdziwie, pisał głęboko … i dlatego dotykał samego serca. Pisarstwo Tołstoja jest po prostu ludzkie i to mnie w nim ujęło. Podobnie jak to, co pisał inny gigant literatury, żyjący w tym samym czasie co Lew Tołstoj – a mianowicie Francuz, Victor Hugo. Ale to już historia być może na inny wieczór ?

Na koniec mały fragment z „Anny Kareniny”, aby choć trochę przybliżyć to, jak pisał Tołstoj:

„…… Zszedł na dół starając się nie patrzeć na nią zbyt długo, jak nie patrzy się na słońce. Ale nawet nie patrząc na nią widział ją, jak widzi się słońce…..”

—-————–

Była zima. Jechałem szybko w silnej śnieżycy, chcąc zdążyć na kolejny odcinek „Wojny i pokój”. Co niedziela oglądałem ten film. Nie pamiętam kiedy tak bardzo chciałem obejrzeć cokolwiek…… Chyba ostatnio, kiedy byłem jeszcze dzieckiem. Ja, taki przeciwnik telewizji, gnałem w ciemnościach grudniowej, bezgwiezdnej nocy. A noc ta była wyjątkowo czarna…. i nie wiem skąd, znalazł się na tej mojej drodze rosyjski TIR. Na drodze na Ustroń….. Rzecz nieprawdopodobna – zobaczyć TIRa jadącego w tamtą stronę i to jeszcze rosyjskiego – To jak wygrać w Totolotka. Niespodziewanie zaczęliśmy się ścigać w tej śnieżycy. Ja po prostu chciałem mieć przed sobą otwartą przestrzeń i nie martwić się tym, że zarzuca mu bardzo niebezpiecznie tyłem.  On jakimś cudem ciągle mnie doganiał i ciągle zajeżdżał mi drogę. Oba pasy po bokach były podsypane suchym i mocno zmrożonym śniegiem. Jechaliśmy więc na przemian praktycznie po środkowej linii dzielącej oba pasy. Wiatr dął z boku i widoczność była coraz gorsza. Raz po raz znowu widziałem jego tył, z charakterystycznym oznaczeniem całej przyczepy, jak tylko Rosjanie mają w zwyczaju. Czułem jak mój PT Cruiser co jakiś czas traci przyczepność. Tylna lampka Rosjanina, ponad rejestracją – była jedynym jaśniejszym obiektem, jaki widziałem w tej śnieżnej zadymce. I nie wiem. Czy on mi bardziej zajeżdżał drogę,….. czy może hamował mnie, powstrzymując przed jeszcze większym moim rozpędzeniem…mhmm?

W którymś momencie, kiedy wjeżdżaliśmy w mały las, tuż przed Ustroniem…… TIR jakby zniknął w białej zadymie. Nie pamiętam nawet kiedy…..(zastanawiałem się potem gdzie mógł zjechać…. W te pola? I co tu robił w niedzielę o takiej porze…? Może sam biedak zabłądził….. daleko od domu).

Pamiętam jedynie, że zdążyłem w ostatniej chwili. Zrzuciłem z siebie ciężką, grubą jak dywan marynarską kurtkę. Otrzepałem ze śniegu buty i uśmiechnąłem się – zdarzyłem…….Iwona siedziała już przed telewizorem, a w pokoju paliło się pomarańczowe delikatne światełko. Oglądaliśmy film, pijąc gorącą herbatę. Hrabia Bołkoński prosił właśnie Nataszę Rostową do tańca…..Byłem wreszcie w domu i czułem się ciepło, i bezpiecznie….

……… Po wspolnym tańcu Bołkoński mówi sam do siebie „Jeżeli teraz odwróci się i spojrzy na mnie – zostanie moją żoną”….spojrzała (tak się akurat ciekawie składa, że my z Iwoną też poznaliśmy się w walcu. Niezwykłe…. prawda? W 1994r, w XX wieku…. dwoje ludzi poznaje się w walcu…. ? A jednak tak właśnie było).