Kończy się lato. Jest jeszcze jednak bardzo gorąco….nadchodzi mój ulubiony miesiąc – wrzesień….Wspominam chwile…słońce, wyjazd w ulubione strony….kolory, smaki, zapachy. Lato było piękne i udane…
Słońce pada już pod innym kątem. Światło jest rześkie, soczyste – pełne barw i cieni. Wydobywa cały urok świata.. Jeszcze chwila i będzie można zrzucać kasztany. W dzieciństwie robiliśmy to małymi kawałkami desek. Cały dzień od rana potrafiliśmy tak rzucać i pobijać rekordy. Ktoś zrzucił za jednym razem 14 sztuk…..i chyba to byłem ja. Potem tymi kasztanami chłopcy rzucali w naszym kinie. Łatwo było dostać w łeb, więc trzeba było uważać. Ze wszystkich filmów najbardziej lubiłem oczywiście „Żandarmy” (z Saint Tropez) – tak nazywaliśmy tą serię. O tym pisałem już nie raz, ale nie mogłem się oprzeć po raz kolejny. Kończyły nam się wakacje, ale my się nie poddawaliśmy – cały wrzesień był nasz – pełen niezwykłych pomysłów. Cudne czasy…
Dzisiaj jest gorący, niedzielny wieczór. W Ustroniu mieliśmy przez większą część dnia wyścigi samochodowe. Główne ulice zamieniły się w tor wyścigowy. Impreza nabiera rozmachu i przyjeżdża mnóstwo miłośników tego sportu. Słychać ich w całym mieście. Z Ustronia zrobiło się nam małe „Monte Carlo”. W ogrodzie przed naszymi oknami jeszcze parę dni temu słychać było wnuki sąsiadów. Przyjeżdżają tak co 2-3 lata z USA. Kiedy byli mali – dziadek składał im wielki basen i pluskali się w nim radośnie. Podrośli w międzyczasie bardzo. Teraz przyjechało ich chyba z pięciu. Grali w piłkę pod naszymi oknami przez dobre 3 tygodnie. Było ich wszędzie pełno. Nie mówią po polsku, więc amerykański angielski towarzyszył nam tak często, że aż zaczęło mi go brakować, kiedy zrobiło się w ogrodzie ciszej. Ostatniego wieczoru wszyscy z ich rodziny zebrali się pod altaną i zrobili sobie wesołą kolację. Rozwiesili pełno kolorowych lampek. Do tego dźwięki zabawy, gdzieś z lokali nad brzegiem Wisły, cichy stukot pociągu biegnącego w Polskę, ……wesołe głosy dobiegające z biesiad przy grillu w innych ogrodach, wszędzie wokół……czas płynie dalej. Słychać świerszcze….jakie to miłe. Lekki wiatr chłodzi wnętrze pokoju, po upalnym dniu….Na stole, przy moim komputerze leży miska z czysto warzywnym Leczo. Dojrzałe papryki, soczyste i pełne słońca pomidory, aromatyczna cebula. To prosta, zdrowa i genialna potrawa. Jest jak to lato – pełne dobrego słońca. Całość wygląda bardzo apetycznie. Sos doprawiony jest różnymi przyprawami. Ta dojrzała soczystość miesza się ze sobą i kusi wzrok. Sam widok tej potrawy jest wręcz malarski. Lepiej już zakończyć to pisanie, bo mocno mnie to rozprasza 🙂
Słyszę Harley’e wyjeżdżające na trasę. Latem przyjeżdżają tu w nieprawdopodobnej ilości. Stąd mają fajne trasy dalej na południe – w górskie serpentyny. O tej godzinie wracają już ostatni z nich. Przejeżdżają szosą daleko na horyzoncie. Słychać ich cicho…..biegną do siebie.
Mógłbym tak pisać…. i pisać…..ale chciałem podzielić się czymś innym w gruncie rzeczy. W tym tygodniu wpadł mi w ręce audiobook książki, którą czytałem wielokrotnie. Jestem z tych, którzy czytają po ileś razy te same książki. To trochę tak jak z człowiekiem. Kiedy poznam kogoś, kogo naprawdę chcę poznać, to nigdy nie mam go dość…..czy nie lepiej bliżej poznać niewielką ilość ludzi, ale dobrze – dając im także siebie, swój czas, uwagę, troskę…..niż znać wielu, ale pobieżnie i ciągle gdzieś gonić……. ?
Tak więc, oto książka, która wywarła na mnie duży wpływ. Jest jedną z najlepszych, jakie w życiu czytałem. Potem chwyciłem za inne tego autora – także były dobre. Ta jednak jest kultowa. Wpadła mi w ręce, pewnego dnia w Rossmanie. Stwierdziłem, że skoro taki sklep sprzedaje taką książkę – to może być niezła. Przeczytałem parę fragmentów ….. i natychmiast mnie wciągnęła. Mój pierwszy egzemplarz cały popisałem różnymi uwagami i notatkami. Potem kupiłem kolejny. Polecałem tę książkę wielu osobom. Dziś polecę Tobie.
Mamy to szczęście, że w j.polskim jest naprawdę dobrze nagrana. Są nawet wstawki „aktorskie”. Można jej słuchać wszędzie…jadąc samochodem, sprzątając, zmywając naczynia….Przeczytałem ją ok. 5 razy. Jutro rano, jadąc do pracy – załączę ją znowu, bo jak napisał sam autor – Dale Carnegie – „choć sam ją napisałem, to muszę ją sobie od czasu do czasu przypomnieć, bo zapominam”…..
PS
Udało mi się przepisać dość sporo myśli – są w zakładce „Myśli – do wydruku”.
No i ciekawostka – dodałem zestawienie 2 zdjęć, na końcu – w zakłade „About me”…..
Miłego wieczoru…. j

malarz w Saint Tropez… 🙂 Wspomnienie tegorocznego wyjazdu na Lazurowe Wybrzeże…

Zawsze byłem ciekawy, czy ta kawiarnia z czerwonymi markizami i czerwonymi krzesłami jeszcze istnieje (widać ją na początku filmiku po prawej stronie) …… i istnieje 🙂 To Senequier.. Jak to fajnie, że są miejsca, do których zawsze można wracać.
https://www.youtube.com/watch?v=P2cRRC6jpus
Coś nie zawsze włącza się filmik, więc wrzucę jeszcze twista z Saint Tropez. Lubię tę wesołą pisenkę (zawsze poprawia mi humor) …. no i Genevieve Grad…
https://www.youtube.com/watch?v=PXaEyylQbLI
https://www.youtube.com/watch?v=BU-SE7jSAR0

