Był ciepły, czerwcowy dzień. Jechałem przez śląskie dzielnice, jakich nawet nie znałem. Małe domki jednorodzinne albo te dwupiętrowe, ceglane budyneczki i prawie zawsze w pobliżu jakieś ogródek,….. kwiaty. Choć nie bogato , ale zawsze schludnie i czysto.
Taki był szlak, jaki wybrałem tamtego popołudnia. Jako, że często łączyłem pracę z przyjemnością, cieszyłem się tą chwilą. Otwarłem szeroko okno, pozwalając gorącemu powietrzu wpadać do woli do wnętrza samochodu. Chciałem jeszcze zdążyć na krótką rozmowę z szefem pewnej firmy. Zostało trochę czasu, więc bez spiny jechałem z wyciągniętą za szybą ręką. Załączyłem koncert Neil’a Young’a z Massey Hall, z ‘71 roku. Słuchałem jego niepowtarzalnej gitary i pełnego emocji głosu. Bawiłem się lewą ręką ciepłym powietrzem, które opływało mi dłoń od pędu auta. Właśnie śpiewał „Old Man”. Lubiłem bardzo ten kawałek.
Czasem, zupełnie nieoczekiwanie dostajemy od losu takie chwile, które zapamiętujemy nie wiadomo dlaczego. Nie planowaliśmy ich. Zdarzyły się pomiędzy jedną sprawą a drugą, między pogonią za jednym tematem a drugim. Ta – była właśnie taka.
W tamtym czasie byłem bardzo zajęty a mimo to zdarzało się że albo coś się spóźniało, albo jeszcze się nie zaczęło – i oto jest, chwila dla mnie. Przymknąłem oczy. Późne, popołudniowe słońce migotało mi przez powieki. Małe budynki przesłaniały mi je tylko na chwilę – jest,… nie ma…….. i jest, i nie ma. Bawię się tym i czuję się błogo. Nareszcie odpoczywam.
Mój Ford Focus niesie mnie prawie sam, jak koń wiezie jeźdźca. Jakby znał trasę. Pewnie jedziemy trochę za szybko , ale droga jest bezpieczna.
Przypomina mi się dzieciństwo i nasze wyprawy z kolegą Arturem w nieznane. Pakowaliśmy w chlebaki najpotrzebniejsze rzeczy. Był wśród nich zawsze kościelny skarbczyk. Ja miałem z czarną okładką, a on z białą. Nigdy nie zapytałem go – dlaczego. Pewnie miał od siostry,… może ? Głupio mi było pytać. Skarbczyki mieliśmy po to, żeby w czarnej godzinie móc się pomodlić, bo ta godzina mogła być ostatnia przy tym, co czasem robiliśmy. Mieliśmy może po 9 lat – nie więcej. Czasem odmawialiśmy modlitwę, robiąc różne ryzykowne rzeczy. Zazwyczaj szliśmy od rana, ile się dało – do momentu, w którym pojawiło się coś, czego jeszcze nie znaliśmy. Tak znaleźliśmy pewien most, który potem stał się miejscem naszych zabaw. Spędziliśmy na nim prawie całe wakacje tamtego lata. Pociągi z węglem, na które czekaliśmy, kukurydziane pola, wokół i widok na świat po horyzont, cudowne zachody słońca, no i to, że te pociągi gdzieś jechały – daleko, w nieznane – to było najbardziej ekscytujące.
Takie, jak moja dzielnice – mijałem właśnie teraz. Minąłem też nawet jakiś podobny do naszego,… stalowy most.
Jechałem przez Kochłowice, Rudę Śląską, Bielszowice – jakimiś tyłami totalnie. I dobrze, …bo spokój przedmieść bardzo mi teraz odpowiadał. Tam niewiele się zmienia przez lata. W moich stronach – też mieliśmy przy domu piękny ogródek. Dość wielki, żebym uznał go za niezbadany. Były tak naprawdę dwa, jeden z przodu a drugi z tyłu. To był dla mnie ogród pełen cudów. Jako, że rzadko gdzieś wychodziłem – do szóstego roku życia – to świat bardziej sobie wyobrażałem, niż go znałem. Jako dziecko, zasypiając słyszałem często pociągi, gdzieś daleko. Ten kojący i kołyszący stukot, znikający w nieskończoność. Słyszałem też czasem dźwięki motoru, który pojawiał się jakby znikąd i cichnął łagodnie. To dźwięki mojego dzieciństwa. Do dziś na nie reaguję i przywołują moje dobre reakcje. No i był jeszcze stukot maszyny do pisania. Właścicielka naszego małego domu mieszkała wraz z rodziną na pierwszym piętrze i długo w noc pisała. Nie wiem co, ale robiła to prawie co dzień. Wyobrażałem sobie, że to musi być pisarka i pewnie pisze książki. Tak rozumuje dziecko. Sprawa była więc dla mnie jasna i nie zastanawiało mnie więcej, o czym pisze. Z pewnością było to coś pięknego.
Po latach skojarzyłem, że most na którym się bawiliśmy z Arturem – był jakieś 200 – 300 m od tego naszego pierwszego, rodzinnego domu. A więc to te pociągi słyszałem……
……………………………………..
Byłem już w Bielszowicach i wziąłem długim łukiem zakręt w lewo. Suchy kurz poszedł mocno spod kół – gęstą chmurą. Nie spodziewałem się, że zrobię coś takiego. Cały zakręt wziąłem na czwórce. Powinienem był instynktownie zredukować bieg. Wcisnąłem trójkę i gazem wychodziłem z lekkiego poślizgu. Zdążyłem jeszcze spojrzeć w lusterko na tuman kurzu i pojechałbym dalej, bo przecież akurat w tym miejscu nie było prawie nic – ani domu ani płotów, tylko jakieś drewniane słupy telekomunikacyjne, ……trochę dalej zabudowania warsztatowe – słowem odludzie.
W ostatniej chwili jednak zauważyłem coś,…. jak wózek inwalidzki. Słońce odbijało się od jego ramy a w wózku ktoś siedział. Ktoś mały jak dziecko. Tak mi się wydawało.
– Kurwa ! – krzyknąłem sam na siebie i natychmiast zjechałem do prawej.
Wyszedłem szybko z auta i ruszyłem w stronę wózka. Siedział na nim mężczyzna, ….może koło 50-tki. Nie miał nóg. Były odcięte u samej nasady ud.
Podszedłem do niego…… i aż mnie cofnęło. Ostry zapach moczu i brudu – wdzierał mi się w nozdrza. Mężczyzna spał i chyba nawet nie zauważył tego, że podjechałem. Zrobiło się cicho……. Jakoś auta tędy nie przejeżdżały.
Zastanawiałem się co dalej zrobić. Może lepiej go nie budzić ? Mocno zastanawiający był jednak fakt, dlaczego ten człowiek jest tutaj sam, na tym odludziu ? Czy ktoś go porzucił ?
Teraz już bardziej niż go przeprosić – chciałem mu po prostu pomóc. Dotknąłem lekko jego ramienia. Zapach nie przestawał walić mi w nozdrza. Przypomniały mi się moje doświadczenia ze szpitala i to co zawsze sobie powtarzałem, kiedy przywozili nam na dyżury alkoholików, samobójców, ludzi poparzonych – „To człowiek”. To jest ważne……Podłączaliśmy ich do sprzętu i czekaliśmy, aż nerki zaczną pracować samodzielnie.
Współczucie dla tego człowieka było silniejsze niż obrzydzenie.
– Halo – powiedziałem cicho, dotykając go delikatnie ręką. Spał dalej, oddychając miarowo. – Halo – powtórzyłem. Drgnął wreszcie powoli, podniósł głowę i spojrzał na mnie. Patrzyliśmy tak na siebie, …….teraz z bardzo bliska.
On nie wiedział jeszcze, co ja tu robię i przyglądał mi się badawczo , ale zupełnie bez lęku. Miał nieprawdopodobnie brudną twarz. Kurz drogi widać już nie po raz pierwszy wciskał mu się w oczy, brwi, usta, czoło – wszędzie. Wszystko było zakurzone, …..jak u górnika. Znałem ten widok u ojca, kiedy nieoczekiwanie pojawiał się na powierzchni, bo łatwiej było mu przejść górą na drugi szyb. Tyle że ten mężczyzna nie miał tego z kopalni.
– Jak się pan miewa ? – zapytałem (do dziś nie wiem, skąd wziąłem właśnie takie pół-absurdalne pytanie…?)
Uśmiechnął się szeroko i bardzo szczerze.
– Właściwie dobrze – ….odparł wolno
Rozwalił mnie tym. Spodziewałbym się wszystkiego, ale nie takiej odpowiedzi. Zasadniczo brałem pod uwagę dwa warianty:
– Pierwszy -Spierdalaj, co ci do tego ?
albo drugi – pijackiego mruczenia, opuszczenia głowy i obojętności.
On jednak dalej mi się przyglądał z tym ledwo zaznaczonym uśmiechem. Miał w twarzy coś z Paul’a Newman’a. Nawet bardzo dużo. Do tego krótkie lekko falujące włosy – chyba blond, bo kurz zabarwił je na szaro. W kącikach oczu miał po kilka śmiejących się zmarszczek. Tak go zapamiętałem.
Nastała chwila ciszy, a my dalej nawzajem się obserwowaliśmy.
– Przepraszam, że nałykał u się pan przeze mnie kurzu – rzuciłem.
– Nie ma problemu. Nawet nie zauważyłem.
– Co Pan tu robi, na tym pustkowiu ?
– Dojechałem tu, byłem zmęczony i zasnąłem – odparł po prostu.
– Podwieź pana gdzieś ? Mieszka pan tu, w pobliżu ?
– Nie, nie trzeba. Mieszkam niedaleko. Daję sobie rady rękami. Tu jeszcze bardziej się uśmiechając- pokazał mi obie dłonie, nieporównywalnie bardziej brudne od twarzy.
Stałem tak nad nim, a on patrzył w górę na mnie. Wyglądał jak pół-ludzka istota. Aż czułem się nieswojo. Gdyby ktoś widział nas teraz z daleka, pomyślałby, że stoję nad wózkiem, w którym siedzi małe dziecko. Mimo to, zrozumiałem, że mam do czynienia z bardzo silnym psychicznie mężczyzną. Ta siła budziła mój coraz większy szacunek.
Po dłuższej chwili milczenia, w której nie wiedziałem co dalej – wsiadać do auta i jechać, ……..a może poklepać go po ramieniu, może skoczyć mu po piwo – odezwał się wreszcie pierwszy.
– Byłem w wojsku. Wie pan, mieliśmy drużynę piłkarską. Dobrze mi szło. Mówili, że mam talent. Po wyjściu z woja chciałem dalej grać. Kochałem to. Zdarzył się jednak wypadek. Przygniotła mnie metalowa konstrukcja. Poszło na obie nogi. Straciłem przytomność. Kiedy się obudziłem stał nade mną lekarz. Czuję cholerny ból. Zauważyłem że nie mam nóg i pytam go – Gdzie są moje nogi ? A on się śmieje i mówi, że nie ma.
Tu przerwał……
Niektórzy ludzie nie powinni być lekarzami – myślałem. Nie mógł mu tego inaczej powiedzieć…… skurwysyn ?
Znowu cisza. On zwiesił głowę. Zauważam, że przygryza lekko wargę. Palce zaciśnięte na ramie wózka pracują mu nerwowo. Znowu cisza. Jestem tu już dobre 10 minut i nic nie przejechało……
– Współczuję Panu – mówię wreszcie.
– Wie Pan ? Mam to już za sobą – uśmiechnął się po raz kolejny.
Wiedziałem, że wcale.
Jakaś pisarka powiedziała kiedyś, że prawdziwy mężczyzna umie się uśmiechać zawsze i wszędzie – bez względu na okoliczności. On niewątpliwie to potrafił.
– Zanim to się stało – zaczął nieoczekiwanie – miałem dziewczynę. Pielęgniarka, w tym samym szpitalu, do którego potem trafiłem. Cud kobieta. Niewyobrażalnie piękne oczy, falowane włosy, zgrabna, wesoła, ….z życiem. Ja czasem przychodziłem do tego szpitala na przepustkę żeby się z nią spotkać. Ona pracowała akurat na oddziale noworodków. ……Kiedyś w nocy przyszedłem na dyżur. Nie było nikogo – tu zatrzymał się, jakby nie wiedząc czy chce mi opowiadać dalej………. – Całowaliśmy się jak wariaci a potem to już całkiem straciliśmy kontrolę i wie pan tu obok malutkie dzieci,……. a my ……..
W tym momencie wyraźnie się zawstydził. Uniósł nawet lekko rękę i uśmiechnął się błogo. Przeżywał tę chwilę jeszcze raz,…..jak pewnie wiele razy w swoim późniejszym życiu. Wiedziałem, że przez moment jest szczęśliwy. Wiedziałem, że to prawdopodobnie była najszczęśliwsza chwila jego życia, skoro mnie, obcemu – tak od razu o niej opowiedział.
A może to był jego półsen i nie do końca zdawał sobie sprawy ze swoich zwierzeń ? Tak właśnie teraz wyglądał.
Chodź wiedziałem, że ta chwila to może kilkanaście sekund, może kilka minut – dla niego to było wszystko, co mu zostało…..
Siedział teraz jakby odprężony, z zamkniętymi oczyma. Ręce opadły mu bezwładnie na boki a całe ciało wcisnął w oparcie. Oddychał wolno i miarowo. Nie wiedziałem, czy znowu nie zasypia. To była święta chwila. Czułem tę świętość całym sobą.
W najmniejszym stopniu nie chciałem mu tej chwili zaburzyć. Stałem i patrzyłem na jego rozanieloną twarz.
Śmiejące się kąciki oczu, były zabrudzone od letniego kurzu tak bardzo, że głębokie bruzdy były dużo jaśniejsze od reszty twarzy.
Słońce zeszło już nisko i przechodziło w pomarańcz. Wieczorem słońce biegnie po niebie szybciej, niż w ciągu dnia. To jak w życiu, czym się jest starszym – tym czas biegnie szybciej.
Stałem tyłem do słońca i częściowo zakrywałem je temu mężczyźnie. Jego twarz była jednak mocno oświetlona.
To musiał być silny i przystojny mężczyzna – pomyślałem. Ktoś, kto podobał się kobietom. Teraz jego dni są zupełnie inne. W jednej chwili zmieniło się wszystko. Zdążył spotkać tą jedyną i teraz wspomina wciąż te same rzeczy – biedak. Tak była dla niego ważna, że mówi mi o niej tak od razu. Mnie nieznajomemu. To właśnie wspomnienia tej dziewczyny trzymały go przy życiu – bo jego sytuacja była obiektywnie beznadziejna …………przecież.
Domyśliłbym się, że żyje z jakiegoś zasiłku. Pewnie pije, żeby zabić ból i czeka na śmierć- myślałbym, gdybym tego wszystkiego nie słyszał. Jego widok i słowa przeczyły jednak temu obrazowi. Miał silne ramiona a jego ciało wydawało się nie poddawać.
…………………..
Zdawało mi się znowu, że zasnął – więc postanowiłem go zostawić tak, jak go spotkałem. Wydało mi się, że tak będzie najlepiej. Odszedłem do auta i odjechałem. Poszukałem najbliższego sklepu. Znalazłem jakiś kilometr dalej mały „Społem”. Mój Boże, że tu jeszcze coś takiego mają ? – pomyślałem. Wziąłem czteropak i wróciłem do niego. Kiedy podjechałem ostrożnie żeby nie wzniecić kurzu, już nie spał.
– Niech pan weźmie, przyda się – powiedziałem.
– Dzięki ! – szczerze się ucieszył – i znowu…… zawieszenie w czasie.
Chyba czas na mnie – myślę.
W tym momencie jednak jakby to wyczuł i zatrzymał mnie tymi słowami.
– Chce pan wiedzieć, co było dalej ?
– A chce Pan mówić ?
…………….
– Wyszła za doktora, z tego szpitala. Przystojny, wykształcony, ….pozycja, pewna przyszłość. Wie pan ? – mówił wolno a potem znowu spuścił głowę. Głos jakby mu lekko zadrżał, ale widać wojskowe nawyki mu pozostały i szybko wrócił do mocnego tonu, który ludzie mający z wojskiem dłuższy kontakt zachowują na całe życie. – Ona przyjeżdża do mnie czasami. Przywozi mi zawsze jakąś paczkę. Jej mąż siedzi wtedy w aucie – na dole i czeka…..
Tu zamilkł. Wiedziałem, że nie chce już dalej rozmawiać.
Zrozumiałem też w tej jednej chwili, co trzyma go przy życiu. Teraz dopiero zrozumiałem naprawdę. Dotknąłem lekko jego ramienia.
– Wszystkiego dobrego – powiedziałem.
– Przyda się,………. dzięki – odpowiedział krótko.
Zrozumiał, że właśnie się żegnamy i otworzył szeroko oczy. Mimo silnego słońca zauważyłam, że są zielone – jak moje. No i te zmarszczki przy oczach.
Przez ułamek sekundy nastąpiła między nami jakaś przedziwna, wzrokowa wymiana informacji.
– Jesteś taki, jak ja – zrozumiałem w ułamku sekundy – Dla nas tylko miłość liczy się w życiu. Wszystko inne …… to kurz, tylko kurz drogi.
………………….
Zawróciłem samochód, bo nie miało już sensu nigdzie jechać. Postanowiłem zadzwonić z trasy, że przepraszam i że nie dam rady, bo coś mi wypadło. Ileż to razy zresztą ciągle zmieniam nieoczekiwanie swoje scenariusze. Po prostu jeden więcej.
Kiedy przejechałem obok niego, uśmiechnął się raz jeszcze. Jak to on – …. podniósł rękę a potem wszedłem ponownie w długi, łagodny zakręt. Mimo moich najszczerszych chęci, kurz wzbił się na tyle mocno żebym zgubił mężczyznę z tylnego lusterka. Zniknął……
Dopiero teraz zorientowałem się, że od momentu przekręcenie kluczyka w stacyjce gra mi muzyka z taśmy –
„Old man take a look at my life
I’m a lot like you were……
I need someone to love me
the whole day through
Ah, one look in my eyes
and you can tell that’s true.”.
Wszyscy pragniemy miłości. Całe życie. Od pierwszego, do ostatniego oddechu – mówię do siebie…..
————————–
Wracałem już znacznie wolniej, myśląc o tym co mi się przydarzyło.
On nikogo nie osądzał, do nikogo nie miał żalu. A czy ja mógłbym tu kogokolwiek osądzać ? Nie mam prawa. Tak ułożyło im się życie. Ta kobieta pamiętała jednak o nim. A jej mąż to rozumiał …..i dzielił się nią niejako.
Każdy z nas ma swój własny film życia. Jego był wyjątkowo bolesny.
Czy kobiety kochają mniej od mężczyzn ? Pewnie nie, ….ale inaczej. Kobieca miłość wybucha czasem płomieniem gwałtownym, jak płomień zapalonej gazety. Jest wysoki, mocny, gwałtowny. A potem nagle, nie wiadomo czemu ………gaśnie. Kobiety ostatecznie wybierają w życiu stabilność i bezpieczeństwo. Trudno je nawet winić. Natura każe im szukać oparcia dla przyszłych dzieci.
Mężczyźni może nie okazują swoich uczuć tak spektakularnie , ale kochają długo i głęboko a on jest tego kolejnym dowodem. On wciąż ją kocha, ale myślę że i ona kocha jego. Kocha obu mężczyzn jednocześnie – tak myślę. Bo niby dlaczego wmawiają nam że musimy kochać tylko jedną osobę ? Ja myślę, że prawdziwa miłość ma dwie cechy – jest stała i wieczna. Uczucie, które nie ma tych dwóch własności – nie jest prawdziwą miłością. Wreszcie tamten doktor, za którego wyszła. Mądry człowiek – nie był zachłanny, zazdrosny – jak wielu by było. Rozumiał. Weszli w bardzo specyficzny układ. Nikt nikogo nie kochał przez to mniej.
– Miłość nie zazdrości, …… nie szuka swego – napisał jakiś facet wiele lat temu To mi się akurat zapamiętało, bo pochodzę z bardzo katolickiej rodziny, choć sam nie wyznaję żadnej religii, oprócz jednej – ……..Miłości.
Słowa te tak właśnie rozumiałem w tamtej chwili.
Czasem – stawiam wieczorem piwo na stole, biorę gitarę i gram riff’y do „Old man”.
– Ciekawe, co u niego – myślę wtedy ……..
***
Tamtego mężczyznę spotkałem naprawdę, czerwcem 2006 roku, przy drodze w Rudzie Śląskiej Bielszowicach. Jeszcze tego samego miesiąca moje życie miało się odmienić o 180 stopni, chodź jeszcze nawet tego nie podejrzewałem.
JARO MAKOSZ
***
English
OLD MAN
It was a warm day in June. I was driving through Silesian districts that I didn’t even know. Small single-family houses or those two-story brick buildings and almost always a garden nearby ….. flowers. Although not rich, but always neat and clean.
That was the route I chose that afternoon. As I often combined work with pleasure, I enjoyed this moment. I opened the window wide, letting the hot air flow freely into the car. I still wanted to make a short conversation with the boss of a certain company. There was some time left, so I rode without a hitch with my hand outstretched behind the glass. I listened to Neil Young’s concert at Massey Hall from ’71. This unique guitar and his emotional voice. I was playing with my left hand with the warm air that flowed around my hand from the rush of the car. He was just singing „Old Man”. I liked this piece a lot.
Sometimes, completely unexpectedly, we get moments from fate that we remember for unknown why. We didn’t plan them. They happened between one thing and another, between the pursuit of one topic and another. This – was just like that.
At that time, I was very busy, and yet it happened that something was either late or not yet started – and here it is, a moment for me. I closed my eyes. The late afternoon sun flickered through my eyelids. Small buildings obscured them only for a moment – there is, … there is not, ..there is…. and there is not. I am playing with it and I feel blissful. I’m finally resting.
My Ford Focus carries me almost alone as a horse carries a rider. As if he knew the route. We’re probably going a bit too fast, but the road is safe.
I am reminded of my childhood and our trips to the unknown with my friend Artur. We packed the most necessary things in haversacks. There was always a church book among them. I had one with a black cover and he had the one with a white cover. I never asked him why. He probably had from his sister, … maybe? We had those books, so that we could pray in the dark hour, because this hour could be the last for what we did sometimes. We were maybe 9 years old – no more. Sometimes we would say prayers while doing various risky things. Usually we walked from the morning as much as we could – until something we did not know appeared. This is how we found a bridge, which later became our playground. We spent almost the entire vacation there that summer. The coal trains we were waiting for, the cornfields around and the view of the world to the horizon, wonderful sunsets, and the fact that these trains were going somewhere – far, into the unknown – was the most exciting.
Just like my neighborhood – I was passing right now. I even passed a steel bridge similar to ours.
I was driving through Kochłowice, Ruda Śląska, Bielszowice – through the suburb. And that’s good, because the tranquility of the suburbs suited me very much now. There, little changes over the years.
In my home – we also had a beautiful garden at the house. Big enough for me to consider it unexplored. It was a garden full of miracles for me. As I rarely went anywhere – until I was six – I imagined the world more than I knew it. As a child, falling asleep I often heard trains, somewhere far away. That soothing and swaying clatter that disappears. I also heard the sounds of a motorbike appearing out of nowhere and gently quieting down. These are the sounds of my childhood. To this day, I react to them and recall my good reactions.
And then there was the clatter of the typewriter. The owner of our little house lived with her family on the first floor and wrote long into the night. I don’t know what, but she did it almost every day. I figured it had to be a writer and she probably writes books. That’s what the child thinks. So the matter was clear to me and I didn’t wonder what she was writing about. I felt it must be something beautiful.
Years later, I discovered, that the bridge on which we played with Artur was some 200-300 meters from our first family home. So these are the trains I heard ……
I was already in Bielszowice and I took a long curve to the left. Dry dust drifted heavily from under the wheels – a thick cloud. I didn’t expect to do something like this. I took the entire turn in fourth gear. I should have instinctively downshifted. I still managed to look at the dust cloud in the mirror and I would go on, because there was almost nothing in this place – no house or fences, just some wooden telecommunication poles…
At the last moment, however, I noticed something … like a wheelchair. The sun was reflecting off its frame and someone was sitting there. Someone as small as a child. I thought so.
– Fuck! – I shouted to myself and immediately went down to the right.
I quickly got out of the car and headed for the wheelchair. There was a man sitting on it … maybe around 50. He had no legs. They were cut off at the very base of the thighs.
I walked over to him …… and I stopped. Pungent smell of urine and dirt – I choked my nostrils. The man was asleep and I don’t think he even noticed that I drove up. It got quiet ……. Somehow the cars didn’t pass this way.
I was wondering what to do next. Maybe it’s better not to wake him up? It was puzzling, however, why this man is here alone, in this deserted area? Has anyone abandoned him?
Now, more than apologizing to him – I just wanted to help him. I touched his shoulder lightly. The smell continued pounding in my nostrils. I remembered my experiences at the hospital and what I always repeated to myself when they brought alcoholics, suicides, and burns to our shifts – „He’s a human.” This is important …… We connected them to the equipment and waited for the kidneys to start working on their own.
Compassion for this man was stronger than disgust.
– Hello – I said softly, touching him lightly with my hand.
He slept on, breathing steadily.
– Hello – I repeated.
He moved slowly at last, lifted his head and looked at me. We were looking at each other ……. now very closely.
He didn’t know what I was doing here yet, and he was looking at me searchingly, but without fear. His face was incredibly dirty. It is not the first time that the dust of the road was pressed into his eyes, eyebrows, lips, forehead – everywhere. Everything was dusty, … like a miner. I knew this sight in my father’s when it unexpectedly appeared on the surface, because it was easier for him to go normally to the second shaft. Except this man didn’t have it from the mine.
– How are you ? – I asked (to this day I do not know how I found just such a semi-absurd question …?)
He smiled broadly and very sincerely.
= Good, actually – he replied slowly.
He blew me away with it. I would expect anything, but not that answer. Basically, I considered two variants:
– First – Fuck off, what’s the matter with you?
or the other – drunken purr, lower head and indifference.
But he continued to stare at me with that faint smile. There was something like Paul Newman in his face. Even a lot. For this short, slightly wavy hair – probably blonde, because the dust colored it gray. There were a few laughing lines at the corners of his eyes. That’s how I remembered him.
There was a moment of silence and we continued to watch each other.
„Sorry to get the dust on you,” I said.
– No problem. I didn’t even notice.
– What are you doing here in this wilderness?
– I got here, I was tired and I fell asleep, – he said simply.
– Give you a lift somewhere? Do you live here, nearby?
– No, you don’t. I live nearby. I can handle it with my hands. Here smiling even more – he showed me both hands, incomparably more dirty than his face.
I was standing over him and he was looking up at me. He looked like a half-human being. I felt uncomfortable. If anyone could see us from a distance now, he would think that I am standing over a pram in which a small child is sitting. Nevertheless, I understood that I am dealing with a mentally strong man. I respected this strength more and more.
After a long moment of silence, in which I did not know what to do next – get in the car and drive, …….. or maybe pat him on the shoulder, maybe jump for a beer ?
– I was in the army. You know, we had a soccer team. I was doing well. They said I have talent. After leaving the army, I wanted to continue playing. I loved it. However, there was an accident. I was crushed by the metal structure. I passed out. When I woke up, the doctor was standing over me. I feel goddamn pain. I notice that I have no legs and I ask him – Where are my legs? And he laughs and says – it’s over with legs….
Here he interrupted ……
Some people shouldn’t be doctors, I thought. He couldn’t tell him otherwise …… motherfucker?
Silence again. He hung his head. I notice him biting his lip lightly. His fingers clenched on the stroller frame feel nervous. Silence again.
– I feel sorry for you – I say finally.
– You know? I’m over it now – he smiled once again.
I knew that, however, not …
A writer once said that a real man can smile anytime, anywhere – no matter what the circumstances. He undoubtedly could.
– Before that happened -he began unexpectedly – I had a girlfriend. A nurse, in the same hospital I went to later. Miracle woman. Incredibly beautiful eyes, wavy hair, shapely, cheerful … with life.
Sometimes I came to this hospital on leave to see her. She happened to be working in the neonatal unit. …… I came on duty one night. There was no one – he stopped here, …..as if he didn’t know if he wanted to tell me more ………. – We kissed like crazy and then we lost control completely and you know – little children here, …… and we ……
At this point, he clearly felt ashamed. He even raised his hand slightly and smiled blissfully. He relived the moment again … as he probably did many times in his later life. I knew he was happy for a moment. I knew that it was probably the happiest moment of his life, since he told me, a stranger, right away…..just
Or maybe it was his half-sleep and he was not fully aware of his confidences? This was what he looked like now.
Come on, I knew that this moment is maybe a dozen or so seconds, maybe a few minutes – for him it was all he had left …..
He was sitting now relaxed, eyes closed. His hands fell limp to his sides and he pressed his whole body into the support. He was breathing slowly and steadily. I didn’t know if he was falling asleep again. It was a sacred moment. I felt this holiness with my whole being.
I didn’t want to disturb this moment in the least. I stood and looked at his blissful face.
The laughing corners of the eyes were soiled with summer dust that the deep lines were much brighter than the rest of the face.
The sun was now low and turning orange. In the evening, the sun travels faster in the sky than during the day. It’s like life, when you are older – the faster time goes.
I was partially covering the sun for this man. His face, however, was brightly lit.
He had to be a strong and handsome man, I thought. The man women liked. Now his days are completely different. Everything changed in an instant. He managed to meet the one and now he remembers the same things over and over – poor fellow. She was so important to him that he tells me about her right away. Me,….a stranger. It was the memories of this girl that kept him alive – because his situation was objectively hopeless ………… after all.
I would guess he lives on some kind of unemployment benefit. He’s probably drinking to kill the pain and waiting to die, I would have thought if I hadn’t heard it all. His sight and words, however, contradicted this image. He had strong arms and his body didn’t seem to give up.
…………
I thought he was asleep again – so I decided to leave him as I had met him. I thought it would be for the best. I went to the car and drove away. I looked for the nearest store. I found a little „Społem” about a kilometer away. My God, they have something else like that here? – I thought. I took the four-pack and went back to him. When I drove up carefully so as not to stir up the dust, he was already awake.
– Take it, it will come in handy – I said.
– Thanks ! – he was sincerely pleased – and again …… a suspension in time.
– I think it’s time for me – I said.
At this point, however, he seemed to sense it and stopped me with these words.
– You want to know what happened next?
– Do you want to talk?
…………….
– She married a doctor from that hospital. Handsome, educated, …. position, confident future. Do you know ?…. He spoke slowly and then lowered his head again. His voice seemed to tremble a little, but his military habits were stronger – he quickly returned to the strong tone that people who have long contact with the military maintain for life – She comes to see me sometimes. He always brings me a package. Her husband is then sitting in the car – downstairs and waiting …..
Here he fell silent. I knew he didn’t want to talk anymore.
I also understood in that instant what was keeping him alive. Only now did I really understand. I touched his shoulder lightly.
– Best wishes – I said.
– It will be useful, ………. thanks – he replied shortly.
He realized that we were just saying goodbye and opened his eyes wide. Despite the strong sun, I noticed that they were green – like mine. And those wrinkles near the eyes…..
For a split second, some strange, visual exchange of information took place between us.
– You are like me – I understood in a split second – For us only love matters in life. Everything else …… is dust, ….just road dust.
………….
I turned the car around because there was no point in going anywhere anymore. I decided to call from the tour that I am sorry and that I will not be able to make it because something fell out. How many times do I constantly change my scenarios unexpectedly. Just one more.
As I drove past him, he smiled again…..He raised his hand and then I entered a long, gentle curve. Despite my best wishes, the dust flew up so much that I lost the man in the rearview mirror. Disappeared ……
Only now did I realize that tape music was playing from the moment I turned the key in the ignition switch –
„Old man take a look at my life
I’m a lot like you were ……
I need someone to love me
the whole day through
Ah, one look in my eyes
and you can tell that’s true. ”.
We all want love. From the first, to the last breath – I say to myself …..
————————–
I was coming back much slower, thinking about what had happened to me.
Can I judge anyone here? I have no right. This is how their life turned out. This woman, however, remembered about him. And her husband understood that ….. and shared her in a way.
Each of us has our own movie of life. His was extremely painful.
Do women love less than men? Probably not … but different. Sometimes female love bursts into a fierce flame, like the flame of a lit newspaper. It is tall, strong, fierce. And then suddenly, for some reason ……… goes out. Women ultimately choose stability and security in life. It’s hard to even blame them. Nature makes them look for support for future children.
Men may not show their feelings so spectacularly, but they love long and deeply, and he is another proof of that. He still loves her, but I think she loves him too. She loves both men at the same time – I think so. Because why are they telling us that we only need to love one person? I think true love has two qualities – it is permanent and it is eternal. A feeling that does not have these two properties is not true love. Finally, the doctor she married. A wise man – he was not greedy, he was not jealous – how many would be. He understood. They entered into a very specific relation. Nobody loved anyone less because of it.
– Love does not envy, …… does not look for its property – a guy wrote many years ago. I come from a very Catholic family, so I know this quote, although I do not profess any religion, except one – …….. Love.
This is what I understood at that moment.
Sometimes – I put a beer on the table in the evening, take my guitar and play riffs to „Old man”.
– I wonder what’s up with him – I think then ……..
…….
I really met that man, in June 2006, on the road in Ruda Śląska Bielszowice. Later that same month, my life was about to change by 180 degrees, but I didn’t even suspect it yet. Hospitals change people. Life is one big surprise.
JARO MAKOSZ
Neil Young – in a cult performance from the year I was born .. 🙂 curiosity
More in the full version of my book: SIMPLE STORIES
***
Neil Young – w kultowym wykonaniu z roku, w którym się urodziłem.. 🙂 ciekawostka




