Odwiedziłem ostatnio dom, w którym spędziłem pierwszych 6 lat życia. Była piękna pogoda, więc zrobiłem zdjęcia.
Nic się tu nie zmieniło ?,….. w tej dawnej, górniczej dzielnicy.
Wiele rodzin mieszkało w starych blokach lub tzw. familokach (robotnicze domy, dla kilku rodzin). Letnie życie takich rodzin przenosiło się przed dom. Wystawiano wtedy stół i krzesła – tak po prostu – na chodniku. Obok była ulica. Aut nie było wiele,…. więc było ciszej. Dziś takich obrazów na Śląsku raczej już się nie spotyka. Nawet nie wiem kiedy – te akurat obrazy zniknęły. Wtedy ludzie wiele czasu spędzali przed domem. Rozmawiali. Wszyscy byli mniej więcej jednakowo zamożni, a może raczej „Nie zamożni” i nie było czego zazdrościć.
Ja miałem uważam szczęście. Mieliśmy własny kawałek nieba nad nami.
Mieszkaliśmy na dole – po prawej stronie od wejścia. Przez to pierwsze okno wchodziłem latem – w takie ciepłe dni jak teraz – częściej niż przez drzwi. Wystarczyło wdrapać się na murek. Jakoś zawsze wolałem wybierać niestandardowe rozwiązania. Pod tym oknem miałem też małą piaskownicę.
Jest gdzieś zdjęcie, jak stoję na tych schodkach, w białym, śmiesznym berecie. Może kiedyś je odnajdę. Z tyłu domu jest dość wielki ogród. Dla mnie, jako dziecka to był ogród z baśni, pełen wysokiej zieleni i światła słońca przebijającego się przez gęste liście.
Wieczorami słyszałem na górze ciche stukanie maszyny do pisania. To właścicielka domu coś pisała – nawet późno w noc. To pisanie i cichy stukot pociągów, niedaleko z tyłu za domem – kołysały mnie do snu i budziły moje marzenia.
– Takie pisanie, to musi być piękna przygoda – myślałem,….. zasypiając.
Są też dźwięki, które dobrze wspominam. Jednym z nich jest silnik motocykla, jadącego nie aż tak daleko od domu – szosą.
– Jedzie gdzieś daleko…. na pewno – wyobrażałem sobie – w nieznany mi świat….
Do dziś ten dźwięk bardzo mnie uspakaja i sprawia ciekawą przyjemność. W Ustroniu czasem słyszę taki dźwięk. Dochodzi z dalekiej obwodnicy aż do centrum. Rozchodzi się uspakajająco po dolinie…wśród domków i ogrodów. Jak to się dzieje, że pomimo innych już dziś motorów – ten dźwięk jest identyczny. I kiedy otworzę wielkie okno latem,… w ciepłą, ustrońską noc – słyszę ten łagodny i cichy brzęk silnika … i uśmiecham się. Ta prosta rzecz daje mi tyle przyjemności.
……. Czasem też dziadek zabierał mnie na pola, niedaleko domu. Te pola o zachodzie słońca, szyb górniczy, nasyp kolejowy z pociągami…i jego biała koszula – z jak zawsze podwiniętymi rękawami. To też jeden z obrazów dzieciństwa. To wszystko nas tworzy…. i to wszystko ma jakiś cel. Zaczynamy to rozumieć dopiero po latach.
Poniżej foto – ulica „Zaciszna” w Siemianowicach Śląskich. I faktycznie jest zaciszna ? Miałem bardzo spokojne dzieciństwo.

Ujęcie z lewej strony, żeby pokazać wielką ścianę budynku obok. Kładło się na niej pięknie światło o zachodzie. Lubiłem to oglądać. Nagrzane, ciemno – czerwone cegły oddawały całą energię słońca. Powyżej był bezkres cudownego błękitu nieba…

Zorientowałem się właśnie że rok temu napisałem na blogu o domu, będąc w Cannes („Echa Śląska”)
https://www.jmakosz.com/echa-slaska/
To może tym razem o Cannes z domu? Są miejsca, które są dla nas ważne, które lubimy odwiedzać. One nas tworzą. I tak światło i ciepło na ścianie…. i błękitne niebo, w jakie wpatruje się mały chłopiec sprawiają, że tą samą energię słońca odnajduje potem w takich obrazach, jak ten poniżej – autorstwa Rene Grau.
Czy takich – jak postery z Cote d’Azure. Tak na marginesie, dowiedziałem się niedawno, że jeden z moich ulubionych artystów – Jack Vettriano mieszka w Nicei. Pochodzi ze szkockiego, górniczego miasteczka i wie,…. jak to jest spojrzeć w błękit.
– Tamtejsze światło jest nie do pobicia – powiedział
– Czasem i u nas się takie zdaży Jack – powiedziałbym mu. – Nieczęsto, ale tak ? – Wiem, co mówię – „man” (dorzuciłbym „man” , jak dodają na końcu zdania w jego stronach).
***
Jak to ważne, żeby w dzieciństwie poznać światło i ciepło. Za nimi idzie się potem przez życie – bo już wiemy, że istnieją…



