Swoje życie można lepiej zrozumieć – patrząc wstecz.
Moje własne, może czasem przypominać ciąg chaotycznych zdarzeń – zupełnie ze sobą niepowiązanych. Jednak w tym wszystkim jest jakiś wspólny mianownik, jakaś wspólna linia, która je łączy. Czym jestem starszy, tym widzę to wyraźniej.
Jakiś czas temu zamieniłem samochód na autobusy, pociągi i tramwaje. I do tego jeszcze – na własne nogi. Od tego momentu dużo się zmieniło.
Mam do pracy dwie godziny drogi w jedną stronę. Wracam późnymi wieczorami, a czasami w nocy. To tak, jakbym przyjeżdżał z dalekich podróży.
Zupełnie nieoczekiwanie, odkryłem wiele zalet takiego sposobu podróżowania. Ostatni raz robiłem w ten sposób, kiedy byłem o połowę młodszy.
Doświadczanie tego teraz, w wieku 51 lat przenosi mnie w czasy, kiedy byłem jeszcze uczniem, albo studentem. Tym bardziej jest to okazja do konfrontacji ze swoim dawnym sposobem myślenia. Do spotkania swoich marzeń, planów, zamiarów.
Dodatkowo, po wielu latach życia w różnych miejscach – wędruję aktualnie dokładnie tymi samymi drogami co kiedyś … dawno temu.
Różnica polega jednak na tym, że przemierzam je teraz wszystkie jakby jednocześnie. Czasem nawet tego samego dnia.
Kiedy byłem dzieckiem, chciałem poznać „szerszy świat”. Wymyśliłem sobie, że będę wchodził do autobusu danej linii i pojadę nim do samego końca. A potem pojadę znowu do drugiego końca. A potem zmienię numer autobusu.
Tak poznawałem to, co jest za następnym zakrętem, a potem za kolejnym. Jeździłem, rozmyślałem i obserwowałem.
W pewnym sensie – po latach, wróciłem do czegoś podobnego….
Lubię też zmieniać trasy, którymi jeżdżę.
Jest tyle rzeczy, których nie zauważasz kiedy jedziesz samochodem. To jedna z pierwszych obserwacji, których dokonałem.
A kiedy idziesz dla odmiany piechotą – wszystko dzieje się wolniej, głębiej, bardziej intensywnie. Dotykasz życia wokół siebie bardziej bezpośrednio. Czujesz je mocniej.
Paradoksalnie, zamieniając samochód na własne nogi – nie tracę wcale bezcennego czasu. Swobodnie rozmyślam, słucham materiałów audio. Robię dokładnie to, co lubię.
Nieoczekiwaną niespodzianką było dla mnie także i to, że przejeżdżam autobusami w istotnych miejscach mojej historii.
Kiedyś były dla mnie jak różne epoki, a teraz stają się jedną spójną opowieścią, którą coraz lepiej rozumiem.
Na przykład mijam dom, w którym się wychowałem. Mijam szkoły i uczelnię, miejsca pracy i mieszkań, z których pamiętam tyle dobrego.
I wszystko to w obrębie jednego dnia.
Przez wielkie szyby autobusu, patrzę na to trochę jak na własny film. To tak, jakbym właśnie teraz miał coś zrozumieć… Nie planowałem wcale tego.
…
Myślę, że każdy z nas ma ścieżkę życia, na której jest wiele kropek. Czasem ich nie łączymy. I jak w dziecięcych książeczkach, dopiero połączenie ich razem – wyłania nam obraz.
Wszystko było po coś i miało wartość.
A zrozumienie tego pozwala żyć pełniej i mądrzej.
Tego każdemu życzę.


