Moi Mistrzowie – cz.1 – Ryszard Kapuściński

Każdy z nas ma takie osoby na swojej drodze, od których wiele się uczył. Począwszy od najbliższych, aż do tych których znaleźliśmy często przypadkiem. Mógłbym ich wymienić kilka. Z pewnością jedną z tych postaci jest polski dziennikarz i reporter wojenny – Ryszard Kapuściński. Dlaczego on ? Czy interesuje mnie tematyka wojenna ? – Nie. 

Interesuje mnie człowiek, człowieczeństwo – a Kapuściński potrafił pisać o człowieku w sposób wyjątkowy.

Zaczęło się od tego, że około 1998 r. przeczytałem w gazecie krótką wzmiankę o jego „Lapidariach”. Z opisu wynikało, że w swoich kolejnych odcinkach zapisał krótkie myśli, zdarzenia, wspomnienia – w sposób niechronologiczny, wyrywkowy. Raz krócej, nawet mega krótko, raz dłużej – nieważne. Skacząc z tematu na temat i układając z tego wszystkiego jedną historię – no bo przecież wszystko składa się ostatecznie w jedną wielką historię. Tak naprawdę, to opowiadając ją od którejkolwiek strony i tak uzupełniamy powoli krajobraz z puzzli. Nasze umysły nie pracują chronologicznie. Myśli i emocje przeplatają się w nas bezustannie. Takie jest pisarstwo Kapuścińskiego. Dla mnie on nie był dziennikarzem, ani reporterem wojennym. Był dla mnie myślicielem, człowiekiem który potrafił wyciągać wnioski bardziej ogólne z wydarzeń niepozornych. Potrafił obserwować i wskazać na te elementy, które były znaczące. Odnalazłem Kapuścińskiego ponownie około roku 2009, kiedy wpadła mi w ręce książka „Podróże z Herodotem”. Herodot…….?? – Father of history – jak nazywał go Angielski Pacjent – bohater mojego ulubionego filmu 🙂 To książka Herodota była przy nim zawsze. To w niej umieszczał luźne rysunki, zapiski, kawałki kartek…….Nie mogłem więc nie przeczytać tej książki…..no i się zaczęło…………. Byłem potem ciekaw, kim był człowiek, który tyle razy był w sytuacji zagrożenia, który poznał tylu różnych innych ludzi, którzy pomagali mu w ciężkich chwilach,……….. jak ci Afrykańczycy z plemienia, którzy znaleźli go chorego na malarię. Umarłby wycieńczony, gdyby nie oni. Potem, kiedy już trochę doszedł do siebie – całe plemię otoczyło go w wiosce……. i wszyscy patrzyli jak je……- jedno jajko. Jajko, które było dla nich jak złoto, a mimo to podzielili się nim z nim, białym człowiekiem. Uratowali go…..

Przeczytałem wiele z jego książek, niektóre po kilka razy – jak np. „Lapidaria”. Ich kolejne odcinki leżą gdzieś w szafie. Czasem wyciągnę któryś i na chybił trafił otwieram. I tak na chybił trafił cytuję poniżej fragmenty Lapidarium VI, po to żeby pokazać kim był człowiek, który wywarł na mnie tak wielki wpływ.

Pisał do końca – nawet na receptach w szpitalu. Żył skromnie. Był zawsze gotowy do podróży. Kiedy wyjeżdżał np. na rok do Afryki, w miejsca gdzie trwały wojny, albo do Ameryki Łacińskiej, czy Południowej – i wszędzie tam, skąd powrót był jak 50/50 – to zabierał z sobą klucze do domu – jakby wyjeżdżał na chwilę. Brał te klucze, żeby móc otworzyć po cichu drzwi w nocy…… i wejść, gdyby jego żona spała…….

Zanim na końcu wrzucę cytaty – krótki wywiad z M.Dorocińskim, który podkładał głos w filmie „Jeszcze dzień życia” – o R.Kapuścińskim. Zaraz potem trailer filmu.

Teraz parę cytatów:

Niekończący się temat – media i polityka. Edward Luce w „Financial Times” z 20.04.02 zwraca uwagę na wpływ mediów na zachowanie posłów w parlamencie Indii. Jeżeli kamery TV są włączone – posłowie krzyczą, awanturują się, skaczą sobie do gardła, pchają się na mównicę, chcą pokazać, że walczą o interesy swoich wyborców. Kiedy operatorzy wyłączają kamery, na salę powraca normalna, nawet przyjazna atmosfera.

*

Coraz wyraźniej dostrzegamy dziś jeszcze inną cechę biedy – jej dziedziczność. Przechodzenie biedy z pokolenia na pokolenie. Dziecko rodzi się z biednych rodziców, dorośleje w biedzie i następnie przekazuje ją swojemu potomstwu. Ten stan dziedziczenia sprzyja rozwojowi mentalności getta, która cechuje myślenie każdego uwięzionego w swoim losie biedaka.

*

Z „Autobiografii” Jorge Borgesa (tłum. Adam Elbanowski). Borges o złych książkach, które pisał w młodości: „Dzisiaj nie czuję się już winny owego braku umiaru: książki te pisał ktoś inny”. I dalej: „Nie czuję żadnej więzi z zarozumiałym i nieco dogmatycznym młodzieńcem, jakim kiedyś byłem”. „Posługiwanie się wyrafinowanym stylem jest błędem i to błędem płynącym z próżności. Zdecydowanie wierzę, że dobre pisarstwo wymaga skromności”.

*

Wojna Ameryki z Irakiem to w dużym stopniu – po obu stronach – wojna elit, klanów patrycjuszowskich. Spójrzcie na ich protagonistów – gdzie widzimy Busha? W pałacu. Husajna – w pałacu. Ben Laden też urodził się i wychował w pałacu.

Ludy są tylko ofiarą, mięsem armatnim. Te matki, które płaczą nad zwłokami swoich synów, to są ubogie, proste kobiety. Te idące w panice pochody uchodźców – to najczęściej wiejskie kobiety z dziećmi.

Każda wojna jest nienawistna ludziom, na wojnie lud nigdy nie korzysta, lecz przeciwnie – traci domy, dobytek, jeśli nie po prostu – życie.

Boję się tłumu. Rzadko boję się pojedynczego człowieka, natomiast zawsze boję się tłumu, nawet kiedy jest ogromny i radosny. Bo wiem, jak łatwo, jak momentalnie, w ułamku sekundy, rozbawiona, wesoła zbiorowość może przemienić się w bestię i eksplodować furią.

Albowiem w tłumie zawarte są wszystkie możliwe zachowania ludzkie – od życzliwości i entuzjazmu po wściekłość i zbrodnię, a o tym, która z tych sił się ujawni i wypłynie na powierzchnię, decyduje rodzaj detonatora, jaki nią poruszy, pchnie do działania. Stąd tak ważne jest, kto stanie na czele tłumu i jakie w ten tłum rzuci hasło.

…j