Wyjechałem dziś z Gliwic wcześnie. Zabrałem cały swój dobytek.
Niewiele tego.
Upał sierpniowy….
Od dawna już nie oglądam telewizji,…. ani nie słucham radia. Nie wiem specjalnie, co się dzieje na świecie. Telewizję w pokoju odłączyłem, a radia w aucie ojca nie ma wcale.
Iwona jeździ Focusem. PT Cruiser stoi w podziemnym garażu…zepsuty. Polewa go tylko wodą dla odświeżenia z kurzu – czasem… Zgubiły się do niego oba komplety kluczy. Rzecz nieprawdopodobna. W środku jest trochę moich rzeczy. Między innymi notatnik, który nazywam „Notatnik Monaco”. Jest na nim, na okładce – rysunek, wykonany w technice posterów z tamtych stron. Dostałem go od Iwony na Gwiazdkę – ładnych parę lat temu. Jest tam trochę wyjątkowo cennych dla mnie tekstów…no ale cóż, Cruiser żyje własnym życiem. Przyjdzie czas – to mnie wpuści.
Żyję więc ostatnio w ciszy…
Czasem tylko coś sobie śpiewam,… jadąc.
Kiedy przejechałem dziś centrum Skoczowa, na estakadzie postanowiłem jeszcze zjechać nad staw. Skoczów przypomina mi takie włoskie miasteczko – spokojne i senne, jakich bardzo wiele w tamtych stronach. Jest tu ten sam klimat, który tak dobrze znam. Prastare miasteczko…. na wzgórzu – łagodne, słodkie…
I nasze kawiarnie tu są, i kino, i schody pod kościół i fara kościelna, koło której graliśmy w badmintona. Zupełnie jak za włoskich czasów….
Dziś zjechałem jednak na mały stawik, nad którym latem grane jest czasem kino.
To było jakieś 2 lata temu, w ciepły wieczór. Oczywiście znowu przyjechaliśmy prawie na koniec filmu, no ale przecież to nie tylko film się liczy, ale wszystko…. i to co przed filmem i po filmie i to, co na niebie.. A noc wtedy była wyjątkowo gwiezdna.
Film leciał a ja dostałem telefon z mojej firmy, z TI Automotive. Kontrolerzy koniecznie chcieli, żebym podjął jakąś życiowej wagi decyzję… – nawet wtedy, w nocy. Poszedłem gdzieś z tyłu, za wielki ekran. Paradoksalnie było to jedyne miejsce gdzie mogłem się ukryć. Koło mnie były wielkie głośniki. Dźwięki, jakie się z nich wydobywały były jakoś niesłychanie czyste i przestrzenne.
Nigdy jeszcze nie doznałem takiego uczucia. To było wręcz oszałamiające.
Siedząc tak z tyłu, na ławce obudowanej tymi głośnikami – rozmawiałem przez telefon.
– Gdzie ty jesteś Jarek? – zapytała zdumiona koleżanka z firmy.
– W kinie letnim, za ekranem.
– Jak to za ekranem? Słychać jakbyś był gdzieś w musichallu.
– No bo jestem. To jest music Hall.
– Jak to się nazywa? – zapytała trochę rozbawiona.
– La la land
– Jak?
– La la land…
Dźwięki wyraźnie górowały nad moim głosem. Żadko zresztą kiedy rozmawiam koło kinowych głośników,… a właściwie to był pierwszy raz.
Sprawa została tamtego wieczoru rozwiązana – jak zwykle szczęśliwie. A ja zdążyłem jeszcze na ostatnią chwilę, na ostatnią scenę. Potem wszyscy zaczęli się po cichu rozchodzić, zadowoleni z udanego wieczoru. Wesołe, kolorowe lampki – oświetlały ten niewielki placyk, znajdujący się pośrodku stawu. To była bardzo bajkowa chwila. Zapamiętałem ją właśnie taką. Bo ja lubię bajki.
***
Dzisiaj, przejeżdżając niedaleko – też miałem jakoś chwilę…. więc zjechałem. Odwiedziłem to miejsce.
Tonęło w słońcu. Tylko mała ławka, pod drzewem – pozwala schronić się w odrobinie cienia. Na niewielkiej wysepce, na stawie – dziewczyna i chłopak trwali w przytuleniu…. Tataraku jakoś trochę mniej niż w zeszłym roku….
Wróciłem do samochodu.
Po drodze zahaczyłem o Koh i Noor, w którym kupuję zwykle proste i tanie materiały do moich malunków. Płacąc za te przybory, zauważyłem na ścianie bardzo kolorowy rysunek dziewczyny na ulicy. To była nocna scena. Stała jakby przed wejściem do lokalu. Jakby wzięta ze świata tego filmu. Światła samochodów i miasta w tle, na ulicy – wszystko takie ciepłe. Identycznie.
Przyglądałem mu się chwilę….
– 6,50 – powiedziała sprzedawczyni
– Kartą – odparłem
– Potwierdzenie?
– Nie, dziękuję
Chwilę później byłem już na głównym skrzyżowaniu, przy Tesco.
Nie wiedzieć czemu, stanąłem na środku tego skrzyżowania. Upał, zamyślenie, zmęczenie po nocy spędzonej na malowaniu….
A może jeszcze coś innego?Może ciągle jeszcze byłem w La la land. W tym kolorowym świecie? ….Auta mnie mijały, a ja stałem tak zatrzymany w czasie. Nie mogłem uwierzyć w to, co zrobiłem. To mi się zdarzyło pierwszy raz w życiu.
Nie wiedzieć też czemu – z tyłu pojawiła się nagle policja. Przez tylne lusterko zobaczyłem białą czapkę na kokpicie.
Drogówka…
-Mają mnie – pomyślałem głośno – Zaraz za skrzyżowaniem zjedziemy gdzieś koło Włocha i znowu wydatki…. Mój Boże.
Obserwowałem samochód za sobą. Interesował mnie moment, kiedy ruszą – bo to oznaczało, że światło zmieniło się na zielone.
Ruszyli.
Jechałem wolno, spodziewając się zaraz sygnału…… ale nie….
Zobaczyłem tylko w lusterku ich niebieskiego koguta.
Nie do wiary. Właśnie dostali informację o zgłoszeniu i zawrócili na skrzyżowaniu.
Cud!
A ja tymczasem wjechałem łagodnie w wakacyjny Ustroń… nasz dom.
Po przyjeździe wziąłem prysznic i zjedliśmy wspólnie z Arturem mały lunch, jeśli tak można nazwać jajecznicę na oliwie z oliwek, ze świeżym chlebem i dużą ilością roztopionego w tym upale masła.
W lodowce było też mocno schłodzone wino. Nie otwarte jeszcze…. argentynskie. Kupiłem je tydzień temu. Zapomniałem o nim. Teraz było jak dar z nieba. Otwarłem je, mimo wczesnej jeszcze pory. I tak już dziś nigdzie się nie wybieram.
Jestem nareszcie w domu. Zasłony mamy teraz białe, na zmianę z dawnymi – czerwonymi – kupione niedawno w Lidlu.
Szumi cicho wentylator.
Piję na przemian – to łyk czerwonego, zimnego wina Malbec, to łyk brazylijskiej, świeżo mielonej przeze mnie kawy, jaką Iwona kupiła nie wiedzieć gdzie.
Nie potrzebuję więc niczego więcej….
Przed oknem zaparkował właściciel naszego mieszkania. Ma kolejny luksusowy wóz. Lekko licząc – zapłaciliśmy mu już ze trzy takie samochody. Zrobiłem ostatnio prosty rachunek.
– Czy jestem idiotą?
W sensie finansowym pewnie tak.
Ale ja lubię żyć w kolorowej bajce, choć przez chwilę…. taki już jestem…
Artur tymczasem poszedł do fryzjera. Do Bellissimy.
Słucham cichej, fortepianowej muzyki….. „City of Stars”.
Prawdę mówiąc jednak, jakoś nie mogę się pozbierać po tym powrocie z Anglii. Tyle się wydarzyło mocnego. Aż za dużo…. zdecydowanie.
Powiem jednak jak Scarlett O’Hara z „Przeminęło z Wiatrem”
– Pomyśle o tym jutro!
Puszczę sobie teraz jeszcze raz tą łagodną melodię. Relaksuje mnie magicznie…
I jeszcze jedno….. ja maluję na czarno biało, bo nie umiem inaczej. Kolory to wyższa szkola jazdy. Jeszcze nie na moje progi.
Ja jednak kocham kolory,… i ciepło, i radość, i taniec…. – zupełnie jak w rewii. Może pewnego dnia spróbuję i kolorów. To dopiero będzie! Pokój będzie upaprany we wszystkie kolory tęczy, a nie tylko w węgiel ?
Pięknego lata!
https://youtu.be/oBTdHVXwIMo

