To był taki sobie nocny, 4-minutowy i mega szybki, rysunek….
Lubię oglądać przedwojenne fotografie. Potem czasami je rysuję na szybko. To taki rodzaj wprawek – ćwiczeń przed czymś poważniejszym. Robię to, żeby lepiej zrozumieć światło i cień….i bawię się tym. Są te prace w związku z tym często nieproporcjonalne….., ale to nieważne. Nie o to mi w tym chodzi. Czy zresztą ktokolwiek tak naprawdę jest proporcjonalny… i co to znaczy ?
Każdy z nas jest inny w nieidealnym świecie. I każdy ma prawo istnieć i być szczęśliwym.
I tak… „Nie wiedzieć czemu zacząłem to rysować” (jak powiedziałby pewnie mój idol Forrest Gump ?).
Potem postawiłem tą małą, trochę większą od kciuka karteczkę – złożoną na pół, na biurku i słuchałem dalej muzyki……
Dziewczyna z kartki nie spuszczała jednak ze mnie wzroku …Chyba bardzo chciała, żeby ją tu umieścić. Tak mi to wyglądało…. hmmmm.
– Masz za szeroko rozstawione oczy… i męską szczękę – mówię do niej.
Potem zająłem się szukaniem czegoś w necie. Chwilę to trwało…. A potem przypadkiem znowu na nią zerknąłem. Patrzyła na mnie dalej, z tą samą głębią w swoich małych i przenikliwych oczach.
– Przecież to ty mnie stworzyłeś – zdawała się mówić do mnie,… jakby półgłosem. – Jeszcze chwilę temu mnie nie było. Wstydzisz się mnie ? – dodała ciszej.
– Mogę cię poprawić. Dwa ruchy i zmniejszę ci dystans między oczami. Ze szczęką też coś zrobię na szybko. Chcesz ?
– Nie – zaprotestowała ! Zostaw mnie taką…. Taką mnie skończyłeś, kiedy odłożyłeś ołówek. Taka się sobie podobam.
– Szczęściara z ciebie. Kobiety ciągle szukają w sobie jakiś defektów i bezustannie się tym zadręczają,…. choć o tym wcale nie mówią. A ty widzę nie masz najmniejszych kompleksów,……… mimo, że widzę co najmniej 5 grubych niedoskonałości (tych ostatnich słów jednak nie wypowiedziałem na głos).
Wziąłem ją wreszcie w dłoń i zrobiłem fotkę w tym nocnym półmroku. Przyjrzałem jej się uważnie. Faktycznie,…. cóś w tym jest niezwykłego – stwierdziłem.
– Miałaś być Marleną Dietrich, wiesz ? Ale nie wyszło… – rzuciłem do dziewczyny z obrazka.
– Nie trzeba mnie było robić na szybko…..- oburzyła się – Zresztą,.. to co nam w życiu wyjdzie, a co nie – nie zależy od nas. Nie wiesz o tym? Ile ty masz lat, że muszę ci to mówić ?
– 49,…..za trochę ponad miesiąc.
– I jeszcze tego nie zrozumiałeś ? Są siły większe niż ty i ja. Rzeczy, których nie da się zrozumieć. Niezależne od tego, jak bardzo się staramy, to ostateczny wynik jest tylko w pewnym i to w stosunkowo niewielkim stopniu zależny od człowieka. Tobie pozostaje po prostu to przyjąć. Nie naginaj rzeczywistości do siebie, ale siebie do rzeczywistości. Jeżeli to zrozumiesz – będziesz szczęśliwszy. Popatrz na mnie na przykład. Miałam być Marleną, ale jestem sobą…. Czy to nie piękniejsze? Dla mnie na pewno tak. Przyjrzyj mi się dobrze. Nie podobam Ci się ? Wrzucisz mnie bez sentymentu do kosza pod biurkiem ?
– No nie…..Teraz to już na pewno nie. Miałaś być tylko ćwiczeniem oka, no i popatrz co się narobiło. Masz mała tupet,… nie powiem. Jak te przedwojenne laski. Zresztą, za komuny też takie jeszcze były. Na traktorze na przykład, albo na budowie. Dawaj,… dorysuję ci dłoń z papierosem.
– Weź przestań – rzuciła prawie gniewnie. Mówię do ciebie poważnie. Rozumiesz coś z tego?
– Chyba tak…. myślę, że tak. Przyjąć to, co przynosi życie….Bezustannie się od niego uczyć. I być w tym szczęśliwym,…bo to ma sens. Dostosować siebie a nie okoliczności. Ktoś nad tym wszystkim czuwa.
– Nooo.
…. Miała rację. Zamiast bić się z życiem, trzeba się go uczyć jak od najlepszego nauczyciela i przyjmować ze spokojem a nawet radością wszystko, co daje. I nawet bez względu na to,…. co daje, bo to wszystko przybliża nas do pewnego kształtu, jakim powinniśmy się stać,… choć o tym jeszcze nawet nie wiemy. Bo nie to co się zdarzy, albo co inni zrobią jest ważne – ale to co my zrobimy w obliczu tego wszystkiego. Tylko na to mamy wpływ i to właśnie nas kształtuje. To właśnie nas określa. Nawet, kiedy życie zabierze nam niemal wszystko.
Zamyśliłem się….
– OK – powiedziałem w końcu – wskakuj…
Załadowałem ją na bloga. I po temacie.
***
– Idź się umyj do łazienki. Jesteś cały upieprzony – powiedziała już po wszystkim – prawie jak górnik. Nawet twarz masz brudną. Cały dzień malowałeś tym grafitem i węglem.
Popatrzyłem w lustro.
– Cholera,…. faktycznie.
– I idź już spać….. To powiedziała prawie czule. – jest wpół do drugiej. Ściszyła też trochę głos…… – Dobranoc – powiedziała w końcu…. – I dziękuję….. Jarku. Czy może Jaro – jak wolisz?
– I tak dobrze i tak dobrze
– Śpij więc dobrze ….mój drogi….
To były jej ostatnie słowa,… A mnie chyba to wszystko się tylko zdawało…………………. albo i nie…
***
No i jest. Teraz wydaje się być już bardzo zadowolona…..


A propos Marleny… słuchałem właśnie tego jej utworu. Lubię go….Śpiewam to sobie czasem pod nosem. Marlena była kimś. Sprzeciwiła się nawet faszyzmowi. Była sobą, na przekór wszystkiemu. Mogę sobie przypominać jej pytanie….
„… wann wird man je verstehen?…
Dobranoc

